poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział siódmy: Zakon Feniksa
Harry wrócił do domu zmęczony po zakupach. Postanowił porozmawiać z Syriuszem o tym, co dziś usłyszał pod drzwiami.
- Co to jest Zakon Feniksa- Spytał.
- Harry skąd?...-Łapa był zaskoczony.
- Wiem, że nie powinienem tego robić, ale podsłuchałem co mówiliście.- Syriusz podszedł do chłopca i chwycił za ramiona.
- Nie powinieneś.
- Ale już po fakcie. Powiedz mi lepiej, co to jest ten cały Zakon.- Dorosły Gryfon westchnął ciężko.
- Ten Zakon to tajna organizacja, która ma za zadanie powstrzymać Voldemorta, a jeszcze teraz ma za zadanie chronić Ciebie.- Chłopiec odsunął się od ojca chrzestnego. Wzbierała w nim wściekłość.
- Chronić mnie?! To ja widziałem jak Voldemort się odrodził, gdyby nie ja nikt by nie wiedział, że Riddle wrócił! Stanąłem z nim do walki, wtedy na cmentarzu! Nie było tam nikogo, kto mógłby mnie wesprzeć, a wy teraz chcecie, żebym był  chroniony?! Nawet gdyby Voldemort wrócił dałbym sobie radę, najwyżej bym zginął, ale nie chcę narażać przyjaciół!- Harry o mało nie popluł się ze złości. ,, Co oni sobie myśleli"?! 
- Nikogo nie narażasz...Harry to nie tylko o Ciebie chodzi. Chodzi o coś więcej. Ten czarodziej zabił Twoich rodziców, a także moich przyjaciół. Zamordował wielu czarodziejów i  ma wielu zwolenników. Ich też ściga Zakon.
- Śmierciożercy tak?! To powiedz mi, czemu do Zakonu Feniksa należy Snape?! Był jednym z ludzi Voldemorta. Sam rok temu mi powiedziałeś, że śmierciożercą zostaje się całe życie!
- Harry zrozum, Snape przeszedł na naszą stronę, po za tym donosi nam informacje na temat Sam- Wiesz- Kogo. Mamy do niego zaufanie.
- Przecież nienawidzisz Severusa! Po co go bronisz? Ja mu nie ufam.
- Pomyśl, że Wycierus miał nieciekawe dzieciństwo i to jeszcze przeze mnie.- Syriusz żałował tego co robił w szkole, ale niestety nie mógł cofnąć czasu.- Tak był jednym z nich, ale to dlatego, że był zagubionym dzieckiem. My Hucwoci uważaliśmy Go za dziwadło. Wyrósł na zdolnego czarodzieja. Znałem Go trochę. W szkole był wyśmiewany. Był typem samotnika. Bał się nas Huncwotów. Jedyną osobą, która starała się Go chronić była Lily.- Gryfon wytrzeszczył oczy.
- Moja mama?!
- Tak. Lily była dzieckiem lubiąca dobro.- Potter zamyślił się. Po chwili przypomniało mu się coś jeszcze.
- A kto to ta cała Eileen?- Łapa zbladł. Nie wiedział, co ma powiedzieć.
- To córka chrzestna Remusa. Pochodzi z magicznej rodziny... jej rodzice zginęli, kiedy była mała.
- Co się stało? Jak zginęli jej rodzice?- Chłopiec chciał wiedzieć wszystko.
- Spadli z mioteł.- Wypalił Huncwot. Oczywiście to mijało się z prawdą. Młody uczeń Hogwartu wiedział jednak, że Łapa nie mówi mu prawdy. Zaprzestał więc dalszych pytań.
- Harry, a już się dobrze czujesz?- Mężczyzna zmienił temat.
- Tak całkiem dobrze. A co źle wyglądam?
- Nie. Chodzi, o to, że bałem się tego co mi mówił Remus.
- Co mówił?
- Już nieważne. Mówił o różnych komplikacjach, które mogą zdarzyć się jak ktoś.... jest hmmm..pod wpływem śpiączki, ale widzę, że wszystko w porządku.
- Tak chyba tak. Słyszałem, że Remus ma nauczać w Hogwarcie Obrony Przed Czarną Magią.- Syriusz kiwnął głową.
- Późno już. Idź spać. Jutro jedziesz.
- Co?! Nic mi nie mówiłeś?! Gdzie jeśli mogę wiedzieć?
- Do Nory.
- A Ty.
- Jadę razem z Tobą. Albus powiedział, że przerwano poszukiwania zbiega z Azkabanu.- Uśmiechnął się słabo. Harremu kamień spadł z serca. Cieszył się, że Syriusz jedzie razem z nim. Po tak długim czasie odnalazł osobę, która kochała Go jak ojciec, którego przecież nie miał.
Harry Potter i Syriusz Black.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...