poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział ósmy: Nora
Harrego obudziły promienie słoneczne. Spojrzał na zegarek. Była siódma rano. ,,Po jakie licho budziłem się tak wcześnie?"- myślał.  Zwlókł się z łóżka i ubrał. Spojrzał na pokój. Było tu gorzej, jak w stajni Augiasza. Jedyne, co Harry zdołał zrobić to posłać łóżko. Zszedł do kuchni. Zastał tam swojego opiekuna.
- Cześć Harry! Szybko dziś wstałeś. Jak się spało?
- Dziękuje dobrze.
- Masz na coś ochotę?
- Chyba na płatki z mlekiem.
- Może naleśniki z... czekaj jak to się nazywało. A tak! Z Nutellą!
- Z czym?- Harry pierwszy raz usłyszał taką nazwę.
- To mugolski produkt. Remus dał mi go dziś. To taka czekolada w słoiku.
- W słoiku?- Do tej pory Potter jadł tylko czekoladowe żaby.
- Czemu nie. Spróbuje.- Łapa zabierał się do robienia naleśników.
- Lunatyk tu był?
- Tak.
- Kiedy?
- O szóstej rano.
- Tak wcześnie?
- Dziś jechał do Hogwartu. Jako nauczyciel musi tam być wcześniej. Ma do załatwienia tam kilka spraw.
- A co z Jego córką chrzestną?
- Pojechała razem z nim.- ,,A to ciekawe. Powinna jechać pociągiem jak wszyscy."-pomyślał Harry.
- No gotowe.- Łapa podał chłopcu naleśnika posmarowanego Nutellą. Chłopiec spróbował. Faktycznie to było bardzo smaczne.
- A Ty nie jesz?- Zwrócił się do ojca chrzestnego.
- Jadłem z Remusem. Chcesz coś do picia?
- A co jest?- Spytał Harry z pełnymi ustami.
- Mleko, kawa, herbata...- Syriusz grzebał w szafce.
- Herbatę poproszę.- Ponurak zagotował wodę. Do kubka wrzucił torebkę owocowej herbaty i zalał.
- Dzięki. Kiedy jedziemy?
- Za 3 godziny. Lecimy na miotłach.- Harremu zabłysło w oczach. Dawno nie leciał na miotle, a teraz miał okazje lecieć ze swoim ojcem chrzestnym. Był prze szczęśliwy!
 Po śniadaniu Gryfon poszedł do pokoju. Musiał się spakować no i posprzątać bałagan panujący w pomieszczeniu. Po pół godzinie Łapa wszedł do pokoju chłopca.
- Męczysz się niepotrzebnie. Pomogę Ci.- Mężczyzna machnął różdżką. W pokoju zrobił się porządek, a kufer Gryfona był spakowany. Potter był zachwycony. Zwrócił się do Ponuraka.
- Dzięki!
- Nie ma za co. Za 2 godziny lecimy. Ale zanim to mam dla Ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę?
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- ,, No tak dziś są moje urodziny. Zupełnie zapomniałem." Syriusz przytulił chrzestnego syna.
- Na dole jest prezent dla Ciebie.- Uśmiechnął się. Gryfoni zeszli na dół. Harry spostrzegł, że w pokoju na stole stoi ogromny czekoladowy tort, a obok niego niewielka czerwona paczka. Chłopiec przytulił się do Łapy.
- No otwieraj!- Chłopak chwycił paczkę w obie ręce i zaczął rozpakowywać. W środku natrafił na czekoladowe żaby, fasolki wszystkich smaków no i ... był tam nowy strój do gry w  Quidditch'a!
- Wielkie dzięki! Nie trzeba było.- Harry nie wiedział, co powiedzieć.
- No zjedzmy tort zanim wylecimy.- Zaśmiał się Huncwot. Zaczęli pałaszować czekoladowy deser.
Syriusz Black- ojciec chrzestny Harrego








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...