Rozdział czterdziesty piąty:Ojciec.
Cała trójka stała na błoniach Hogwartu. Było zimno. Na czarnym niebie świeciły gwiazdy.
- Dobra teleportujemy się. Chwyćcie mnie za ramię.- oznajmił Lunatyk.
- Profesorze.- Potter chciał coś powiedzieć.
- Nie teraz Harry chwyć mnie za rękę.
- Ale ja...mi
- Harry chwyć...
- Remus! źle się czuję.-Harremu zaczął wirować cały świat.
Dziewczyna siedziała na ciemnych schodach. Szlochała.
- Tato kim jesteś? Mam nadzieje, że jesteś lepszy niż mama. Ona tylko krzyczy. A Lucjusz każe mi cały czas sprzątać. Chcę stąd uciec. Nie wiem kim jesteś tato, ale wierzę, że jesteś lepszy niż mama. Ja ją kocham, ale ona mnie nienawidzi. Jestem w siedzibie Lucjusza i Narcyzy. Czasami przychodzi Czarny Pan. Ja się go boję. Trzyma mnie bo jestem niby jakimś zakładnikiem. Niech ktoś mi pomoże.....- płakała
- Harry! Ocknij się.- Remus czuwał nad Gryfonem i przykładał zimny okład do czoła.
- Remusie on ma strasznie wysoką gorączkę.- Molly stała nad Lupinem.
- Ona tam jest...trzeba ją...ratować.
- Harry?-Lupin klepał chłopca po policzku.- Kogo ratować Harry?
- On majaczy Remusie.
- Nie sądzę. Harry ma dar wchodzenia komuś do umysłu. Robi to mimowolnie, ale boleśnie przeżywa takie rzeczy.-Potter otworzył załzawione oczy.
- Gdzie jestem?-spytał kiepsko
- W Norze teleportowaliśmy się.
- Nic nie pamiętam.
- Zemdlałeś zanim się teleportowaliśmy.- Nagle chłopak szybko usiadł na kanapę.
- Musimy ją ratować. Jest u Malfoyów.- w oczach Harrego było szaleństwo.
- Kto jest u mojego ojca?-do salonu wszedł Draco.
- Nie wiem. Jakaś dziewczyna. Widziałem ją na schodach. Płakała. Mówiła, że chce poznać swojego ojca i że matka jej nienawidzi.
- Jesteś pewny, że to nie był sen?- Lunatyk patrzył na chłopaka ze zmartwieniem.
- Nie na pewno to nie był sen. Zróbcie coś. Ona jest więziona przez Riddle'a.
- Dobrze Harry zobaczymy, co da się zrobić, ale musimy poczekać na Syriusza i Dorę, a teraz napij się herbaty. Nie wyglądasz za dobrze.- Lupin podał Potterowi kubek z herbatą.
niedziela, 26 lipca 2015
Rozdział czterdziesty czwarty: Mroczna zagubiona.
- Gdzie się podziała ta ofiara losu?!
- Tu jestem mamo.- Z kąta wyszła szczupła i niebyt śmiała 15 letnia dziewczyna o czarnych długich włosach i błękitnych oczach.
- Nie mów tak do mnie.- wrzeszczała matka.
- Ale Ty jesteś moją...
- Jestem ale się ciebie wyrzekłam. Trzymam Cię tu tylko, bo Czarny Pan tak sobie życzy. Jesteś tylko zakładnikiem. Nic tu po szlamie. Co za wstyd!
- Nie mów tak!- dziewczynka zaczęła łkać.- Nic nie zrobiłam! Dlaczego mnie tak traktujesz?!
- Bo jesteś podobna do ojca, a ja go nienawidzę.
- To jakim cudem stoję tu przed tobą?! Musiałaś z nim spać! To jak go możesz nienawidzić!
- Głupia zabawa. Ktoś podał eliksir miłosny mi i jemu i jesteś. Proste.
- Kim jest mój ojciec?-pytała dziewczyna.
- Tchórzem i zdrajcą. Koniec tych rozmów, przyszłam tu, bo Lucjusz ma interes do Ciebie.
- Tylko nie ON. Nigdzie nie idę. Niech męczy kogoś innego. Ma skrzata domowego. On może mu usługiwać.
- O nie smarkulo! Kobieta pociągnęła dziewczynę za włosy i zaprowadziła do salonu w dworze Malfoyów.
- Gdzie się podziała ta ofiara losu?!
- Tu jestem mamo.- Z kąta wyszła szczupła i niebyt śmiała 15 letnia dziewczyna o czarnych długich włosach i błękitnych oczach.
- Nie mów tak do mnie.- wrzeszczała matka.
- Ale Ty jesteś moją...
- Jestem ale się ciebie wyrzekłam. Trzymam Cię tu tylko, bo Czarny Pan tak sobie życzy. Jesteś tylko zakładnikiem. Nic tu po szlamie. Co za wstyd!
- Nie mów tak!- dziewczynka zaczęła łkać.- Nic nie zrobiłam! Dlaczego mnie tak traktujesz?!
- Bo jesteś podobna do ojca, a ja go nienawidzę.
- To jakim cudem stoję tu przed tobą?! Musiałaś z nim spać! To jak go możesz nienawidzić!
- Głupia zabawa. Ktoś podał eliksir miłosny mi i jemu i jesteś. Proste.
- Kim jest mój ojciec?-pytała dziewczyna.
- Tchórzem i zdrajcą. Koniec tych rozmów, przyszłam tu, bo Lucjusz ma interes do Ciebie.
- Tylko nie ON. Nigdzie nie idę. Niech męczy kogoś innego. Ma skrzata domowego. On może mu usługiwać.
- O nie smarkulo! Kobieta pociągnęła dziewczynę za włosy i zaprowadziła do salonu w dworze Malfoyów.
Rozdział czterdziesty trzeci: Poszukiwani.
- Harry obudź się!- Susan szarpała Pottera. Po nieprzyjemnej rozmowie ze Snepem Gryfon zasnął w dormitorium Gryfindoru. Chłopak otworzył niechętnie oczy.
- Co jest?- spytał.
- Zebranie ZF. Pospiesz się. Jest za pięć 24:00.
- O matko muszę tam iść? Tam będzie siedziała ta czarna poczwarka.
- Nie wygłupiaj się. On jest członkiem Zakonu. Wiem, że niezbyt się lubicie, ale ogarnij się i zaciśnij zęby. Eileen i Snape mają dziecko. Trudno stało się.A teraz chodź.-Harry zwlókł się z łóżka. Kiedy Susan i Potter szli do gabinetu Albusa natknęli się na Hermionę.
- Cześć!-powiedziała rozradowana.
- Hej. -powiedział Harry potknął się i przewrócił.-Na Merlina! Po co na środku korytarza leży mnóstwo walizek?
- Dumbledore zamyka Hogwart. Wszyscy uczniowie jadą do domów. Tylko Zakon zostaje.-odp Hermiona.
- Co?!- Potter wstał. Był zaskoczony.- Przecież jeszcze miesiąc nauki! Dlaczego?
- Dlatego panie Potter, że Voldemort rośnie w siłę i zamierza wejść na teren naszej szkoły.-Hermiona uśmiechnęła się szyderczo.
- A Ty skąd to wiesz?-Susan spytała.
-Byłam dziś u Remusa, znaczy u profesora Lupina.- Granger zaczerwieniła się.
- Jesteście na TY?-Susan dopytywała.
- No tak...sam to zaproponował.- tłumaczyła się Gryfonka. Harremu coś nie pasowało w zachowaniu przyjaciółki.
- Dobra, dobra ale wracając do Voldemorta to niepotrzebnie dyrektor wysyła uczniów do domów. Przecież ta łysa pała bez nosa nigdy nie wejdzie do Hogwartu.
- Ta ,,łysa pała bez nosa" to potężny czarnoksiężnik. Nie żartuj sobie.- Smith była wyraźnie wkurzona.
Cała trójka znalazła się przed gabinetem Dumbledora. Potter nacisnął klamkę, jednak drzwi były zamknięte.
- Co jest na gacie Merlina?!- krzyknął chłopak.
- Jak to zamknięte? Przcież jesteśmy trochę spóźnieni. Wszyscy powinni być już w gabinecie.- Granger podeszła do drzwi, wyciągnęła różdżkę. Juz miała rzucić Alohomorę. kiedy usłyszała głos Lupina.
- To nic nie da. Spotkanie się nie odbędzie. Severus i Eileen znikli. Cały Zakon postawili na nogi. Syriusz i Tonks polecieli na miotłach poza teren Hogwartu. Dumbledore, Moody i reszta Zakonu pakują się. Polecą do Nory. Posłali mnie po was. Lecimy do Nory.
- Ale gdzie mogli zniknąć? Przecież nie mogliby zostawić Somnusa. W Hogwarcie ich nie ma?- spytała Smith.
- Nie. Sprawdzałem na mapie Huncvotów. Musieli wyjść poza teren Hogwartu.
- A może są w Snape mancion?-zasugerował Potter.
- Możliwe.
- No właśnie. Albus wie gdzie jest jego siedziba.- Granger świeciły oczy.
- Niestety nawet jeśli tam są to Severus zmienił hasło.
- Ja go zatłukę! Co za bydlę!
- Nie mów tak Harry! Dobra dzieciaki zbierajcie się. Za 10 minut widzę was na błoniach szkoły.
-Ale Remusie co z resztą uczniów?
- Jutro jadą do domu Hermiono. Do tego czasu zajmie się nimi Minerwa.
- Harry obudź się!- Susan szarpała Pottera. Po nieprzyjemnej rozmowie ze Snepem Gryfon zasnął w dormitorium Gryfindoru. Chłopak otworzył niechętnie oczy.
- Co jest?- spytał.
- Zebranie ZF. Pospiesz się. Jest za pięć 24:00.
- O matko muszę tam iść? Tam będzie siedziała ta czarna poczwarka.
- Nie wygłupiaj się. On jest członkiem Zakonu. Wiem, że niezbyt się lubicie, ale ogarnij się i zaciśnij zęby. Eileen i Snape mają dziecko. Trudno stało się.A teraz chodź.-Harry zwlókł się z łóżka. Kiedy Susan i Potter szli do gabinetu Albusa natknęli się na Hermionę.
- Cześć!-powiedziała rozradowana.
- Hej. -powiedział Harry potknął się i przewrócił.-Na Merlina! Po co na środku korytarza leży mnóstwo walizek?
- Dumbledore zamyka Hogwart. Wszyscy uczniowie jadą do domów. Tylko Zakon zostaje.-odp Hermiona.
- Co?!- Potter wstał. Był zaskoczony.- Przecież jeszcze miesiąc nauki! Dlaczego?
- Dlatego panie Potter, że Voldemort rośnie w siłę i zamierza wejść na teren naszej szkoły.-Hermiona uśmiechnęła się szyderczo.
- A Ty skąd to wiesz?-Susan spytała.
-Byłam dziś u Remusa, znaczy u profesora Lupina.- Granger zaczerwieniła się.
- Jesteście na TY?-Susan dopytywała.
- No tak...sam to zaproponował.- tłumaczyła się Gryfonka. Harremu coś nie pasowało w zachowaniu przyjaciółki.
- Dobra, dobra ale wracając do Voldemorta to niepotrzebnie dyrektor wysyła uczniów do domów. Przecież ta łysa pała bez nosa nigdy nie wejdzie do Hogwartu.
- Ta ,,łysa pała bez nosa" to potężny czarnoksiężnik. Nie żartuj sobie.- Smith była wyraźnie wkurzona.
Cała trójka znalazła się przed gabinetem Dumbledora. Potter nacisnął klamkę, jednak drzwi były zamknięte.
- Co jest na gacie Merlina?!- krzyknął chłopak.
- Jak to zamknięte? Przcież jesteśmy trochę spóźnieni. Wszyscy powinni być już w gabinecie.- Granger podeszła do drzwi, wyciągnęła różdżkę. Juz miała rzucić Alohomorę. kiedy usłyszała głos Lupina.
- To nic nie da. Spotkanie się nie odbędzie. Severus i Eileen znikli. Cały Zakon postawili na nogi. Syriusz i Tonks polecieli na miotłach poza teren Hogwartu. Dumbledore, Moody i reszta Zakonu pakują się. Polecą do Nory. Posłali mnie po was. Lecimy do Nory.
- Ale gdzie mogli zniknąć? Przecież nie mogliby zostawić Somnusa. W Hogwarcie ich nie ma?- spytała Smith.
- Nie. Sprawdzałem na mapie Huncvotów. Musieli wyjść poza teren Hogwartu.
- A może są w Snape mancion?-zasugerował Potter.
- Możliwe.
- No właśnie. Albus wie gdzie jest jego siedziba.- Granger świeciły oczy.
- Niestety nawet jeśli tam są to Severus zmienił hasło.
- Ja go zatłukę! Co za bydlę!
- Nie mów tak Harry! Dobra dzieciaki zbierajcie się. Za 10 minut widzę was na błoniach szkoły.
-Ale Remusie co z resztą uczniów?
- Jutro jadą do domu Hermiono. Do tego czasu zajmie się nimi Minerwa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...
-
Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...
-
Rozdział dwudziesty drugi: Niefortunne przypadki. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Lekcje były luźniejsze. Wszyscy myśleli o nadchodz...
-
Tenebris Snape Tenebris Snape- córka Severusa Snape’a i Bellatrix Lestrange. Przez 13 lat mieszkała w sierocińcu. Pewnego dnia Bella za...
