Rozdział czterdziesty szósty: Wyznania.
-Co się stało?- Dora Tonks weszła do kuchni. Wróciła jak tylko przeszukała wszystkie okolice. Była zdenerwowana, bo zastała Eileen w Norze. A teraz Snape przyniósł na rękach jakąś dziewczynę.
- Uratowaliśmy ją. Była u Malfoy'ów.- Remus przeszedł obok Dory. Tenebris leżała na kanapie. Nie wiedziała co się dzieje. Widziała mnóstwo ludzi, którzy cały czas coś do niej mówili.
- Tenebris! Kim jesteś? Widziałem Cię. Bellatrix to Twoja matka tak?- Potter zadawał jej mnóstwo pytań. Ta tylko bezradnie patrzyła raz na Snape'a raz na Remusa.
- Mógłbyś Potter na chwilę zamknąć jadaczkę? Widzisz, że Ona jest w totalnym szoku. Odsuń się od Niej. Zrób coś pożytecznego i przyszykuj jej ciepłej herbaty.- Snape usiadł koło Tenerbris. Remus i Syriusz coś szeptali. Luna spała na materacu, a Dumbledore wyszedł gdzieś z Molly. Harry poszedł i zrobił, co kazał Snape. Nienawidził go, ale w sumie to Ona miała się napić herbaty.
- Jak znalazłaś się u Lucjusza?-zapytał zwięźle Sev. Ta jednak zaczęła płakać. Bała się mówić o Lucjuszu.
- Nie płacz. Chcemy Ci pomóc.- Severus podał jej herbatę.
- Moja mama mnie nie chciała.-tylko to jej wpadło do głowy.
- Bella?-dopytał Severus. Tenebris przytaknęła. Nietoperz spojrzał w stronę Huncvotów.
- Ale ona nigdy nie miała córki.- Remus był zmieszany. -Ile masz lat?
-15.-odparła.
-Zawsze mieszkałaś z Bellą?-dopytywał postrach Hogwartu.
- Nie proszę pana. Pani Lestrange pewnego dnia przyszła do sierocińca i mnie zabrała. Miałam 13 lat. Kiedy powiedziała, że jest moją biologiczną matką ucieszyłam się i przytuliłam ją, ale ona mnie odepchnęła. Powiedziała, że nie powinno mnie być i Czarny Pan kazał mnie wziąć. Miałam być zakładniczką. Od tamtego czasu mieszkałam u Lucjusza. Tam działy się dziwne rzeczy. Dopiero po czasie okazało się, że to nie jest świat, w którym żyłam dotychczas. Lucjusz nauczył mnie zaklęć. Nawet dał mi różdżkę, ale okazało się, że nie jestem czarownicą, że jestem charłakiem.- tu dziewczyna zaczęła łkać.- wtedy Lucjusz zaczął mnie źle traktować. Zanim dowiedział się, że nie jestem czarownicą traktował mnie dość dobrze, ale mama nigdy się do mnie nie przyznawała.-dziewczyna rozpłakała się na dobre.
- Dlatego nie pozwalał mi chodzić po górze.- powiedział do siebie Draco wchodząc do salonu. Usłyszał wszystko na korytarzu.- tam próbował ją uczyć zaklęć. Cześć. Jestem Draco Malfoy, syn Lucjusza. Nie martw się uciekłem z domu i jestem z wujkiem.- wskazał na Syriusza. Sev wstał z kanapy.
- Jakim cudem ja nic nie wiedziałem.- spytał samego siebie.
- Tak dziwne prawda, Czarny Pan nic nie powiedział swojemu oddanemu śmierciożercy.- zadrwił Syriusz.
- Syriusz opanuj się! To może mieć jakiś związek.- Remus podszedł do Snape'a, który stał zamyślony. Było widać, ze czymś się przejął nie na żarty. Aż Harry zdziwił się, że Sverus się czegoś boi. Tenebris była nie mniej wystraszona od mistrza eliksirów.
- Kto jest twoim ojcem?- spytał Remus podchodząc do czarnowłosej.
- Nie wiem, Ale mama mówiła, że to zdrajca i, że go nienawidzi,
- Mówiła coś jeszcze?
- Że spała z tatą, bo ktoś dodał eliksiru miłosnego do herbaty. Że to się stało w ostatniej klasie.- Severus stał jak wryty. Był blady jak ściana. Ale i tak wyglądał lepiej niż Black. Łapa o mało nie zemdlał. Chwycił się w ostatniej chwili parapetu. Z jego nosa poleciała krew.
- Syriusz!- Potter znalazł się przy nim i podał chusteczkę.
- Niemożliwe.-szepnął Black i spojrzał na Snape'a. Ten miał martwy wzrok.
Eileen! Co ja jej powiem?
-Snape! Ocknij się!- nad nim stał Lupin.- Wstań. Zaprowadzę Cię na górę. Zemdlałeś.
- Eileen!-chwycił nadgarstek wilkołaka.
- Tak jest na górze. Idziemy tam.
- Nie! proszę!
- Co się z Tobą dzieje?-spytał Remus przejęty.
- Remusie! Syriusz!- krzyknął Potter. Lupin spojrzał na przyjaciela, który osuwał się na ziemię, jednak był przytomny.
- Wybacz Snape! Proszę!
- Co się z wami dzieje na Merlina?!- Remus już nie wytrzymał.
- Lupin! - Snape wstał i podszedł do wilkołaka. Szepnął mu do ucha:
To moja córka. Teraz Remus stał jak wryty. Nic nie rozumiał. Spojrzał na Tenebris, która cały czas przyglądała się całej sytuacji. Tak była podobna do mistrza eliksirów.