niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział trzydziesty czwarty: Zdrajca i uciekinier.
Nazajutrz Eileen obudziła się z ogromnym bólem głowy. Nie pamiętała, co się wydarzyło. Na fotelu spał Severus. Dziewczyna wstała. Ból głowy nasilał się. Ostrożnie doszła do drzwi łazienki. Weszła do środka. Zwymiotowała. Podeszła do umywalki nad, którą wisiało lustro. Spojrzała na nie mimowolnie i zobaczyła, że jej włosy mają czarny odcień. Zaczęła krzyczeć.
- Co się stało?- do łazienki wpadł zaspany Snape.
- Moje włosy! Zobacz! Co się z nimi stało?- spytała.
- Aha. Przefarbowałaś je wczoraj.
- Jak to nic nie pamiętam!
- Nie dziwię się. Byłaś pijana.- powiedział spokojnie Snape.
- Co?!- dziewczynka chwyciła się za głowę. Faktycznie przypomniała sobie, co wczoraj zrobiła.- Przepraszam.- powiedział.
- Nie gniewam się. Idź się połóż. Przyniosę Ci coś do jedzenia.-odp Severus.
- Severusie, a gdzie wczoraj poszedłeś?- Eileen zatrzymała nauczyciela w drzwiach.
- Deportowałem się do Hogwartu. Chciałem sprawdzić stan Pottera.
- Jak on się czuje?
- Wygląda lepiej niż poprzednio. Niedługo wróci do siebie.- nietoperz wyszedł z pokoju. Dziewczyna leżała w łóżku rozmyślając na różne tematy.
...
- Pss...Remusie słyszysz mnie?- Igor stanął przed celą, w której leżał nieprzytomny i zakrwawiony Lupin.- Remusie słyszysz mnie?- Karkarow próbował obudzić nieprzytomnego, jednak bez skutku. Postanowił wejść do celi. Ukląkł przy nim. Podniósł bezwiedne ciało i nalał mu do ust jakiś eliksir. Niebawem wilkołak się obudził, starał się coś powiedzieć, ale był bardzo osłabiony.
- Remusie wiem, że mnie słyszysz. Słuchaj jestem tajnym szpiegiem Albusa. Jesteś teraz w siedzibie Bellatrix Lestrange. Czarny Pan ufa mi bezgranicznie, dlatego na razie nie mogę Cię ocalić. Wyślę patronusa do Dumbledore'a i powiem mu, że tu jesteś. Musisz wytrzymać jeszcze trochę.- Remus kiwnął głową. Był strasznie wychudzony, na jego skórze było mnóstwo siniaków, cerę miał bladą, a jego, już dłuższe włosy lepiły się od krwi.
- Dziękuje Ci- wychrypiał.
- Przyniosłem Ci koc i eliksir regenerujący. Już niedługo. Trzymaj się.- Karkarow wyszedł. Lupin przykrył się kocem i wypił miksturę. Niedługo zasnął.
...
Dumbledore siedział w swoim gabinecie. Przed jego biurkiem stał Syriusz, Tonks i Horacy Slughorn.
- Dziękuje wam za szybkie przybycie. Mamy duże problemy ze względu na brak nauczyciela eliksirów i nauczyciela obrony przed czarną magią. Horacy obejmiesz stanowisko nauczyciela eliksirów i opiekuna Slytherinu, Nimfadoro chciałbym, abyś Ty nauczała transmutacji. Alastor ma za dużo obowiązków w ministerstwie, a Minerwa nie czuje się jeszcze na siłach. Syriuszu wiem, że to dla Ciebie szok, ale czy mógłbyś objąć stanowisko nauczyciela O.P.C.M? Rozmawiałem z Korneliuszem i ostatecznie zgodził się.- Łapa stał jak wryty.
- Myślę, że to będzie dla mnie zaszczyt.
- Cieszę się i jeszcze jedno. Zostaniesz opiekunem Gryffindoru. Minerwa jak już mówiłem nie czuje się na siłach i uznała, że Ty najlepiej nadasz się na opiekuna i  jej nie zawiedziesz.- Syriuszowi popłynęły łzy wzruszenia. Tonks patrzyła na kuzyna z podziwem. W pewnym momencie ich spojrzenia napotkały się. Patrzyli na siebie długi czas. Nie zauważyli, a do pokoju wleciał lśniący patronus. Przemówił głosem Karkarowa.
Albusie, Remus jest w siedzibie Bellatrix Lestrange. Będę dziś w nocy trzymał wartę. Deportujcie się, a zaprowadzę was do niego. Będziecie mogli go uratować. 
Ps Użyjcie peleryny niewidki, wiem, że Potter taką ma. Remus jest w bardzo złym stanie.
Remus Lupin i Igor Karkarow


sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział trzydziesty trzeci: Plan ocalenia - kontynuacja.
Niespodziewanie do pokoju w którym rozmawiali Syriusz i Harry wleciał patronus pod postacią wilka. Stanął na środku pokoju i przemówił głosem Tonks.
Jesteśmy bezpieczni.  Nie mamy żadnych informacji o Remusie. Jeden z członków Zakonu ukrywa się z Eileen. Nie wiemy, gdzie jest siedziba Snape'a. 
Patronus rozpłynął się w powietrzu. Harry i Syriusz wymienili spojrzenia.
- Jak to nie wiedzą, gdzie jest siedziba Snape'a?- oburzył się Potter.
- Normalnie. Dumbledore ufa bezgranicznie Severusowi i zaopatrzył Go w wielką siedzibę. Nikt oprócz Albusa i Severusa nie wie, gdzie jest jego villa. Albus chce chronić Snape'a przed Voldemortem.
- Ale Eileen już chyba wie, jak jest tam razem z nim.
- Tak ona już wie.
- Syriuszu ministerstwo przerwało Twoje poszukiwanie. Knot ogłosił, że jesteś niewinny.- do pokoju wpadł Albus. Łapa wstał i się uśmiechnął.
- Ale jak to stwierdzili?- zapytał Black.
- Złapali Glizdgona. Przyznał się do wszystkiego. Jesteś wolny, a Petera czeka pocałunek dementora. Smuta sprawa.
- Są jakieś wieści o Remusie?- zapytał po chwili Potter.
- Niestety żadnych. Mam zamiar wezwać Zakon tutaj. Musimy Go odnaleźć jak najszybciej.
- Kiedy przybędą?- spytał Syriusz.
- Wyślę im patronusa. Powinni zjawić się wieczorem, albo w nocy.
- Abusie chciałem o coś spytać. Miał to zrobić Remus, chodzi o to żeby powołać nowych członków Zakonu Feniksa. Mam na myśli Susan Smitch, Dracona Malfoy'a, Eileen Ellis, Ginny Wesley, Rona Weasley i Harrego.
- No nie wiem Syriuszu, dlaczego te dzieciaki?
- One i tak za dużo wiedzą, po za tym to zdolni czarodzieje, możemy ich nauczyć jak walczyć z sługami Voldemorta.- Dyrektor stał zamyślony. Po minucie pokiwał potwierdzająco głową.
- Zgadzam się. Musimy nauczyć ich wiele zaklęć obronnych. Pomogą nam w poszukiwaniu Remusa, ale myślę, że Harry nie ma dość siły do walki.
- Ale...-zaczął denerwować się chłopak.
- Jak dojdziesz do siebie to będziesz mógł.- dyrektor chciał już wyjść, ale zatrzymał się w drzwiach- Eileen nie przybędzie do Hogwartu. Zostanie z Severusem. Jest w poważnym niebezpieczeństwie dopóki nie odnajdziemy Remusa.- po tych słowach wyszedł.
.... Zbliżał się wieczór. Eileen siedziała przy kominku. Patrzyła na tańczące płomienie. Severus siedział w kuchni. Był zamyślony. Do pokoju wleciał patronus pod postacią feniksa.
- Sev!- dziewczynka wstała i patrzyła na srebrną poświatę. Snape wbiegł do pokoju. Feniks przemówił głosem Albusa.
Zakon Feniksa wraz z uczniami jest w szkole. Powołaliśmy nowych uczestników Zakonu. Eileen grozi niebezpieczeństwo, dlatego zostaniesz z nią w Twojej siedzibie. Opiekuj się Nią dopóki nie znajdziemy Lupina. Zapewnij dziewczynce edukację w domu. Naucz jej zaklęć obronnych. Zamiast Ciebie w szkole eliksirów będzie nauczać dawny opiekun Slytherinu.
Ps jak będziemy coś wiedzieć zawiadomimy was.
Patronus zniknął. Eileen patrzyła się z przerażeniem na czarnowłosego mężczyznę.
- Nie mają wieści o Remusie!- dziewczynka była bliska płaczu.
- Zaczekaj tu. Nigdzie nie wychodź. Niedługo wrócę.- Severus wyszedł nawet nie pocieszając dziewczynki. Ślizgonka zaczęła płakać. W pewnej chwili wytarła łzy. Poszła do łazienki. Ze swojej torby wyciągnęła czarną farbę do włosów. Swoje piękne rude włosy przefarbowała na ciemno. Nie wiedziała, dlaczego to robi. Była pod jakąś presją. Wiedziała, że nie może używać czarów po za szkołą, ale w tym momencie miała to gdzieś. Wysuszyła mokre włosy zaklęciem. Zeszła do kuchni. Otworzyła lodówkę i znalazła w niej Whisky. Zaczęła pić. Po 3 szklance poczuła zawroty głowy, ale nie zważała na to i nalewała sobie więcej. Wypiła całą butelkę. Położyła głowę na stole. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Usłyszała głos.
- Coś Ty zrobiła?! Co z Twoimi włosami?!- Sev był przerażony. Podniósł ją ze stołu.
- Puść mnie zboczeńcu! Bo ...powiem Severusowi i on ci przyjebie...no weź mnie puść!- dziewczyna bredziła.
- Jesteś pijana! Muszę Cię zanieść do pokoju!- Snape był bezradny. W końcu jakoś udało mu się zanieść Eileen do pokoju. Jeszcze przez godzinę dziewczyna coś mówiła. Potem zasnęła. Severus był wykończony. Zasnął w czarnym fotelu.
Nowa Eileen

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział trzydziesty drugi: Plan ocalenia.
Harry obudził się w pokoju chłopców w wieży Gryffindoru. Harry spojrzał przez okno. Było jeszcze ciemno. Chłopiec usiadł na łóżku. Czuł się o wiele lepiej, pewnie dzięki eliksirom. Teraz po raz pierwszy w życiu był wdzięczny Snapeowi. Ciekawe tylko jak się tu znalazł i kto go tu przetransportował i co z przyjaciółmi? Do pokoju znienacka wszedł Syriusz.
- Syriusz!- krzyknął.
- Harry myślałem, że śpisz. Jak się czujesz?- spytał
- W porządku, ale co się stało? Pamiętam tylko, że Snape mówił mi, że porwali Remusa i wypiłem silny eliksir usypiający, a potem obudziłem się tutaj.
- Jak dostałeś eliksir deportowaliśmy się tutaj, reszta Twoich przyjaciół uciekło z Kwatery razem z członkami Zakonu. Susan i Draco są razem z Tonks w jej domu, Ginny i Ron w Norze, a Eileen ze Snapem, ale gdzie tego nie wiem. I mam smutną wiadomość, Artur nie żyje.- Gryfon patrzył na Blacka z niedowierzaniem.
- Ratował mnie przed Avadą, gdyby nie on to nie byłoby mnie tutaj.- Chłopiec spuścił wzrok.
- Czemu wszyscy nie deportowali się do Hogwartu?- spytał po chwili milczenia Potter.
- Snape tak zarządził. Do tej pory Albusa zastępował Remus.
- Ale dlaczego Remusa porwali? Myślałem, że to Voldemort mnie chce zawsze dopaść. Tego ranka byłem w kwaterze, ale nic mi się nie stało, porwali Lupina.
- To ze względu na Eileen. Tom chce się dowiedzieć o jej pochodzeniu. Sądzi, że tej nocy kiedy był w dolinie Godryka, kiedy zabijał Twoich rodziców, coś przeoczył. Mały szczegół.
- Chodziło o nią, o Eileen tak? To moja siostra.
- Tak Twoja siostra bliźniaczka.
- Ale co wtedy Riddle przeoczył?
- W dolinie Godryka tej nocy, kiedy Lily i James umarli, Voldemort nie był sam. Był z nim Snape. Byłem ukryty w krzakach. Po raz pierwszy widziałem, jak Severus o coś błaga swego Pana. Chodziło, by nie zabijał waszej rodziny. Tom się tym nie przejął. Kazał Snapeowi czekać na zewnątrz, sam wszedł do domu. Severus nie posłuchał rozkazu. Udał się do środka. Ja czekałem na Remusa. Mieliśmy tej nocy zniszczyć Riddle'a raz na zawsze. Dowiedzieliśmy się od Albusa o przepowiedni.
- Jakiej przepowiedni?
- Tego nie powinienem Ci teraz mówić.
- Dobrze, ale mów dalej co było ze Snapem?
- Remus niebawem przyszedł. Mieliśmy już wchodzić do domu, ale zauważyliśmy Severusa. W objęciach trzymał zawiniątko. Rozglądał się z przerażeniem. Bał się, że Voldemort go nakryje. Remus wtedy podszedł do niego.
- Weź ją. Proszę! To córka Lily! -Severus był przerażony- Twoja córka chrzestna!
- Chodź ukryj się ze mną.- Lupin i Wycierus poszli ukryć się za żywopłotem.
- Snape co to ma być?! Gdzie James, Harry i Lily?! Myślałem, że Go powstrzymasz!- Syriusz był zdenerwowany.
- Nie mogłem nic zrobić. Błagam, uwierzcie mi, ja się zmieniłem- Severus był przerażony i bezradny. Nie był już surowym i bezdusznym nietoperzem.
- Dobra idę tam!- Łapa wstał i pobiegł do domu. Przed wejściem zobaczył Glizdgona. Zaczęli się naparzać zaklęciami. Peter okazał się zdrajcą. Sev i Lunatyk ukryli się głębiej i  tego nie widzieli.
- Weź ją Lupin! Boję się! Znalazłem ją w piwnicy w kojcu. Była zawinięta z kocyk. Wziąłem ją stamtąd. Słyszałem jak Czarny Pan zabija Pottera, a potem idzie do pokoju...pokoju- Severus łkał.
Lupin spuścił wzrok. Zginął jego przyjaciel.
- Dziękuje Severusie. Wezmę ją do siebie i wychowam tak jak obiecałem Lily.- chciał wziąć śpiące dziecko z trzęsących dłoni Ślizgona, ale zrobiło mu się słabo poczuł zawroty głowy. Teraz dopiero zrozumiał, że przecież dziś jest pełnia, a on nie brał eliksiru. Zamienił się w wilkołaka. Severus zaczął uciekać z dzieckiem. Na końcu ulicy deportował się do Hogwartu.
- Albusie! Czarny pan znalazł dom Lily! Muszę ją ratować, ale mam jej córkę! Musisz się nią zająć Lupin zamienił się w wilka!- dyrektor wziął dziewczynkę na ręce.
- Idź Severusie i ratuj ją.- Sev deportował się w powrotem do Godryka. Pobiegł w kierunku domu. Teraz nie bał się swego pana. Chciał ratować swoją miłość. Wbiegł po schodach do pokoju Liliy. Miał w gotowości różdżkę. Wszedł do sypialni. Nie było już tam Czarnego Pana była za to Ona... martwa leżała na ziemi. Severus upadł na ziemię. Zaczął przeraźliwie płakać. Podszedł do leżącej kobiety na kolanach. Wziął jej bezwiedne ciało w swe ramiona i tulił jak dziecko. Oczy miał mokre od łez.
- Lily przepraszam Cię! Kocham Cię! - zawodził Severus.- W imię mojej miłości  błagam Cię, ożyj!- Snape bez przerwy całował sine usta kobiety w nadziei, że się obudzi, że otworzy oczy...ale niestety, nawet pocałunek miłości nie przywróci zmarłych do życia. 
- Severusie dosyć już!- Albus przybył do domu Potterów. Podniósł mężczyznę z ziemi. Severus ledwo trzymał się na nogach. Zemdlał. Dumbledore podszedł do kołyski. Siedział w niej płaczący chłopiec. Albus wziął je na ręce. 
- Hagridzie zabierz Go stąd i zawieś na Privet Drive. Niedługo tam będę. Muszę zająć się Severusem...
- Voldemort wyszedł z domu ostatkami sił. Nie było tam jego wiernego sługi. Domyślał się, że przyczyna leży gdzieś głębiej. Snape nie uciekał przed Czarnym Panem. Po chwili Tom ujrzał wilkołaka. Teraz dowiedział się, że to był Remus. - powiedział Syriusz.
- Ale jak dowiedział się o Eileen?
- Kiedy walczyłem z Peterem usłyszałem głos Lily. ,, Nie zabierzesz mi moich dzieci!" Voldemort wiedział, że ja i Remus przyjaźniliśmy się z Potterami i domyślił się, że ja jestem Twoim ojcem chrzestnym to drugim musi być Remus, wilkołak. O tym, że Remus jest wilkiem Tom dowiedział się od Petera.






O Eileen mówił Syriusz, resztę historii o Snapie Harry przywołał ze wspomnienia, a Dumbledore'a Harry zobaczył po raz pierwszy we wspomnieniu.

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział trzydziesty pierwszy: Poważny związek.
Eileen otworzyła oczy. Leżała w łóżku. Obok niej spoczywał czarnowłosy mężczyzna. Dziewczynie zaczęły latać motyle w brzuchu. Zakochała się w Snape! Szaleństwo, czy prawdziwa miłość? Severus otworzył oczy. Spojrzał na dziewczynę. Nigdy by nie pomyślał, że może jeszcze kogoś pokochać. Jasne, że kochał Lily, ale teraz zrozumiał, że tak naprawdę jego prawdziwą miłością jest Eileen! Uśmiechnął się do niej. Ona zrobiła to samo.
- Jak się spało?- spytał.
- Dobrze profesorze.-odp. mu.
Leżeli jeszcze długo patrząc sobie w oczy.
- Panno Ellis, to co zaszło wczoraj...to ...chodzi mi o to, że nikt nie powinien się o tym dowiedzieć.
- Rozumiem.
- I jeszcze jedno. Kocham Cię!- przytulił ją. Słyszał jak mocno bije jej małe serduszko.
- Ja pana też kocham! Czy możemy w takimrazie być ze sobą?- spytała nieśmiało.
- A chcesz chodzić z postrachem Hogwartu?
- Pan nie jest zły. Panu jest dobrym człowiekiem, któremu przytrafiło się wiele zła. Ja pana pokochałam. Zasługuje pan na szczęście
- Jeśli tak sądzisz, to zgoda. I mów mi po imieniu.
- Mogę mówić Sev?- Severus zamarł. Tak mówiła do niego Lily! Oczy mu zaświeciły.
- Tak. Ja Cię będę nazywał Eli zgoda?- dziewczynka przytaknęła.
Eli i Sev

Rozdział trzydziesty: ,,Całe życie człowieka jest tylko podróżą do śmierci.''
Remus obudził się w piwnicy. Wokół niego było mnóstwo krwi. Nie pamiętał, co się stało. Głowa pulsowała silnym bólem. Usiadł na podłodze. Chciał sobie przypomnieć, co mogło się wydarzyć. Eileen stała obok niego. Nagle trafiło go zaklęcie i obudził się tutaj, ale co to za miejsce?
- Śpiąca królewna się obudziła! Nareszcie! W sam raz na spotkanie a czarnym panem.- ktoś podniósł go. Remus ujrzał...Igora Karkarowa!
- Zdradziłeś Albusa! Jak mogłeś!
- Stul pysk psie!- mówił to Barty junior. Igor związał ręce wilkołakowi.
- Idziemy!- wyprowadzili Remusa z piwnicy. Weszli do słabo oświetlonego salonu. Remus ujrzał siedzącego Voldemorta na fotelu. Koło niego wiła się Nagini.
- Sa-Eh-Sah-Saah-Eh-Kah- Voldemort mówił po wężowemu.
- Czego ode mnie chcesz?- spytał Lunatyk.
- Ah mój drogi Remusie. Pragnę, żebyś się do mnie przyłączył.- Voldemort uśmiechnął się szyderczo.
- Nigdy!- krzyknął Huncwot. Tom wstał i podszedł do niego.
- Hmmm....szkoda. Powiedz mi w takim razie kim jest Twoja słodka Eileen? Hmm?- Riddle był przerażający.
- Nie odezwę się słowem! Nic Ci nie powiem, a zwłaszcza o niej!
- W takim razie muszę wydobyć z Ciebie informacje innym sposobem. crucio!- Lupin upadł na podłogę. Zaczął zwijać się z bólu.- Powiedz, a zostawię Cię w spokoju.
- Wolę umrzeć!- Lupin siłował się z bólem. Z jego nosa sączyła się szkarłatna krew.
- Jak tak chcesz, spełnię Twoją prośbę, ale najpierw mi wszystko powiesz! Avery podnieś go!- krzyknął Tom. Śmieriożerca podniósł wilkołaka z ziemi.
- Co by tu zrobić? Avery masz pomysł?- Riddle wyszczerzył zęby.
- Mój panie może zaklęcie Enerwate? Chodzi mi o to, żeby nasza ofiara nie umarła. Można jeszcze rzucić zaklęcie przeciw utraty przytomności.
- Bardzo dobry pomysł. Zajmij się tym. Przygotuj stół i zwiąż go.- Avery przykuł Remusa do narzędzia tortur i rzucił zaklęcia. Remus nie mógł zemdleć, a jego ciało będzie regenerować się po każdym zadanym urażeniu.
- Doskonale! A więc kim jest Eileen Lily Ellis?- pytał Tom. Lupin się nie odezwał.
- Crucio!-Remus wygiął się z bólu.- No dalej kim jest?!- nadal cisza.- Imperio!- kim jest?
Lupin nie chciał nic mówić, ale zaklęcia rozwiązało mu język.
- Moja córka chrzestna!- wychrypiał.
- Ah tak! Chcę więcej informacji! Mów!
- Nie!- Avery wyciągnął ostry sztylet i zaczął ciąć ofiarę. Lunatyk wydawał z siebie bolesne okrzyki. Avery nie zwracał na to uwagi i nadal znęcał się nad ofiarą. Lupin czuł, że zaraz zemdleje miał mroczki przed oczami. Gdyby zemdlał, nie czułby bólu, choć na chwilę, ale niestety nie mógł odpłynąć przez zaklęcie. Po jego skórze spływała krew. Po 2 godzinach tortur pokój był brudny od jego krwi. Zanieśli Go do piwnicy. Zaklęcie przestało działać. Stracił przytomność...
Remus Lupin podczas tortur

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty dziewiąty: Snape Mancion
Eileen trzymała dłoń Snape'a. Po chwili razem wylądowali przed jakimś ogromnym dworem. Dziewczynie chciało się wymiotować.
- Nie martw się niemal wszyscy wymiotują za pierwszym razem.- powiedział Snape wyczarowując miskę, do której Eileen zwróciła wszystko, co do tej pory zdążyła przełknąć.
- Gdzie jesteśmy?- spytała, kiedy skończyła zwracać.
- W mojej siedzibie. Nazywa się Snape Mancion.- powiedział Sev.- Chodź!- Eileen szła za nauczycielem. Była bardzo zdenerwowana. Profesor otworzył jej drzwi. Weszła do środka. Dom był naprawdę ogromny! W salonie stał kominek, naprzeciw niego wielki stół z krzesłami. Obok salonu była kuchnia. Snape rozpalił w kominku. Eileen zauważyła schody.
-Tam są pokoje. Będziesz spała w jednym z nich.
- Profesorze, ale dlaczego nie mogliśmy deportować się do Hogwartu?
- Reszta pewnie się tam niedługo znajdzie, ale Ty musisz zostać tutaj.
- Czemu tutaj? Chcę wrócić do przyjaciół!
- Teraz jesteś w niebezpieczeństwie. Czarny Pan porwał Lupina, bo chcę dowiedzieć się o Tobie. Czarny Pan wie, gdzie jest Hogwart, ale tu nie trafi.
- To po co mam zmieniony wygląd?!
- Dla bezpieczeństwa. Idź na górę. Drugi pokój po prawej stronie jest Twój. Mój jest tuż obok. Rozpakuj się i zejdź na śniadanie.
- Jadłam już u Syriusza profesorze.
- Nie za wiele zdążyłaś zjeść. Zejdź za pół godziny.- Eileen poszła na górę. Weszła do pokoju. Był cały czarny. Łóżko było dwuosobowe. Naprzeciw łóżka były drzwi od łazienki. Dziewczyna rozpakowała się. Usiadła na łóżku. Zmorzył ją sen.
- Ellis!- usłyszała. Nad nią stał Sev. Był wściekły.- Miałaś być na dole 20 minut temu! Co się stało?- złagodniał.
- Przepraszam zasnęłam.- powiedziała zaspana Ślizgonka.
- Dobrze. To teraz chodź ze mną na dół. Musisz coś zjeść.- Sev się uspokoił.
Eileen i nauczyciel zeszli do jadalni. Na stole stały rozmaite potrawy. Dziewczyna usiadła. To samo zrobił Snape. Siedzieli naprzeciwko siebie. Severus sięgnął po gorące kiełbaski. Ślizgonka siedziała zamyślona. Bała się o Remusa. Nie zauważyła, a dwie samotne łezki popłynęły po policzkach. Tęskniła za Remusem bardzo. To On zawsze ją pocieszał w trudnych chwilach, a teraz Go nie ma.
- Zjedz coś.- wyrwała się z zamyślenia. Sięgnęła po kanapkę i posmarowała dżemem. Ugryzła i zaczęła żuć. Teraz już nie mogła się powstrzymać. Nie mogła niczego przełknąć. Rozpłakała się na dobre. Severus zrobił zmartwioną minę. Nie za bardzo wiedział jak ma ją pocieszyć. Nigdy tego nie robił. Wstał i podszedł do niej.
- Proszę.- podał jej chusteczkę. Eileen wytarła łzy. Przełknęła kanapkę.
- Przepraszam nie chciałam.- wyjąkała.
- Nic się nie stało.- Snape patrzył jej w oczy. Tak bardzo przypominały Lily. Zbliżył się do uczennicy. Teraz dzieliły ich tylko milimetry. Nie wiedział jak do tego doszło, ale zorientował się, że Ona i On całują się namiętnie. Jej usta smakowały jak truskawki, Jego usta jak mleczna czekolada...Całowali się tak namiętnie, że Eileen odzyskała swój poprzedni wygląd.
Severus i Eileen kiss

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty ósmy: Ucieczka.
Syriusz stał jak wryty. Nie wiedział, co się stało. Usłyszał przeraźliwy krzyk Molly. Kobieta podbiegła do martwego męża.
- Artur! Nie!- lamentowała kobieta. Czarny nietoperz szybkim krokiem podszedł do Łapy.
- Musimy uciekać. Wiedzą o naszej kryjówce.
- Molly wiem, ze to dla ciebie szok, dla mnie też, ale musimy uciekać.- Syriusz podnosił kuzynkę z ziemi.
- Chcę umrzeć. Zabij mnie!- krzyczała.
- Nie możemy zostać, pani Weasly, pani dzieci są w niebezpieczeństwie. Musimy znaleźć bezpieczne miejsce.- Snape zdawał się być niewzruszony.- Vipera Evanesco!- Snape wypowiedział zaklęcia. Ciało Artura zniknęło.
- Snape nie miałeś prawa!- krzyknął Łapa.
- Być może, ale nie dociera do Ciebie Black, że jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie! Czarny pan wie, gdzie jest Kwatera Główna. Przed chwilą Lupin został uprowadzony. Pod wpływem imperiusa może wyjawić wszystko. Musimy opuścić to miejsce.- Snape podniósł z ziemi zapłakaną Tonks. Syriusz wprowadził Molly do domu.
- Gdzie Potter i reszta?- Spytał Sev.
- Na górze pod peleryną. -odp Łapa..
Nauczyciel wszedł do pokoju Harrego. Ściągnął z dzieci pelerynę.
- Musimy opuścić to miejsce. Spakujcie potrzebne rzeczy. Eileen, Susan. Ron, Ginny i Draco wyszli.- Jak się czujesz Potter?
- Nie za dobrze. Co się stało?- Spytał Harry.
- Atak śmierciożerców. Porwali profesora Lupina.
- Co?- Potter usiadł na łóżku. Głowa zaczęła pulsować bólem.
- Musisz wypić ten eliksir. To Cię uśpi na 2 dni. Działa też przeciwbólowo.- Potter wypił zawartość specyfiku. Zaraz po tym zasnął. Krew poleciała mu z nosa. Snape wytarł nos Gryfona. Zszedł na dół.
- Black musisz deportować się z Potterem najlepiej do Hogwartu. Tonks musisz zmienić wygląd Ellis. Lupin zapewne pod wpływem zaklęcia wyjawił podstawowe informację. Zabiorę ją ze sobą do mojej siedziby. Tonks Ty zabierzesz Smitch i Malfoy'a do siebie. Pani Weasly zabierze swoje dzieci do Nory. Będziemy w kontakcie.
Dzieci zeszły.
- Mamo, gdzie tata?- Spytała Ginny.
- On nie...żyje.- powiedziała Molly połykając łzy. Ginny zachwiała się. Draco złapał ją w locie. Ron zacisnął pięść. - Wiem, że jest to trudne, ale damy radę. - powiedziała kobieta wycierając łzy. Po chwili trójka Weaslyów deportowała się.
- Eileen muszę zmienić Ci wygląd.- oznajmiła Dora i wycelowała w nią różdżkę. Dziewczyna zmieniła się. Włosy miała koloru blond i była nieco wyższa. Jednak oczy nadal miała zielone.
- Zobaczę Remusa?- spytała szlochając.
- Zrobimy wszystko. Chwyć mnie za rękę.- Eileen chwyciła niezmiernie zimną dłoń profesora. Deportowali się.
- Susan, Draco zróbcie to samo.- Po chwili Tonks, Draco i Susan zniknęli z domu.
Syriusz wszedł do pokoju Złotego Chłopca. Położył rękę na jego czoło. Już po chwili wylądowali na błoniach Hogwartu.
Eileen Lily Ellis po przemianie.

Rozdział dwudziesty siódmy: Śmierciożercy
Remus opatrzył rany Złotemu Chłopcu. Była 7:00 rano. Wilkołak nie spał całą noc. Czuwał nad Harrym.
Do pokoju wpadł jak bomba Syriusz.
- Znaleźli Minerwę!- krzyknął. Remus wstał i podszedł do przyjaciela.
- Gdzie?- spytał.
- W domu Malfoyów. Była torturowana. Bella chciała się dowiedzieć o Eileen. Wiedziała, że mieszka z Tobą! Ministerstwo znalazło ją w posiadłości Malfoyów! Chcieli wsadzić Bellę i Narcyzę do Azkabanu, ale uciekły! Nie wiadomo, gdzie są! Minerwa wróciła do Hogwartu. Tam chronią ją aurorzy.
- Pisali o tym w proroku?- Lunatyk zapytał.
- Nie, w Żąglerze. Ksenofiliusa też szukają śmierciożercy.
- Czemu Go szukają?- zdziwił się Remus.
- Podobno to Ksenofilius wiedział, gdzie znajduję się siedziba Malfoyów i powiedział o tym ministerstwu.
- Ale myślałem, że śmierciożercy siedzą w Azkabanie?
- Nie wszyscy Remusie.
- Skąd Voldemort widział o Eileen?- zapytał siebie Remus.
- Nie mam pojęcia. Ale na pewno nie wie, że to siostra Harrego. - Łapa popatrzył na śpiącego zmasakrowanego chłopca.
- Niedługo powinien się obudzić. A Susan jak się czuje?- Lupin był zmartwiony.
- Prosiła mnie, żebym nauczył jej wszystkich zaklęć obronnych. Mówiła, że chcę chronić Harrego. Nie mam pojęcia, co robić. Dziewczyna jest dociekliwa. teraz siedzi w pokoju z Tonks.
- Myślę, że Susan ma rację.
- Że co proszę?- Syriusz był zmieszany.
- Powinniśmy nauczyć jej zaklęć i nie tylko jej.
- O czym Ty mówisz?
- Słuchaj pogadam z Albusem. Wprowadzimy dzieciaki do Zakonu. One już za dużo wiedzą.- Syriusz gapił się na przyjaciela z niedowierzaniem.
- Chyba to dobry pomysł.- powiedział w końcu. - Dobra obudzę resztę. Zrobimy śniadanie. I dziękuje, że jesteś z Harrym..-powiedział Łapa i wyszedł.
... Poczuł straszny ból w klatce piersiowej. Nie mógł złapać oddechu. Chwycił się za serce. Ręka jednak zapłonęła żywym ogniem.  Głowa pulsowała rytmicznym bólem. Zaczął krzyczeć ile sił w płucach, jednak to nie przyniosło żadnej ulgi. Dopiero teraz poczuł, że ktoś delikatnie dotyka jego czoła. Usłyszał cichy męski głos, który uspokajająco coś szepce. Harry przestał już krzyczeć, ale miał zimne dreszcze. Poczuł, że ktoś siada na łóżku. Silnym i delikatnym ruchem podniósł chłopca i przytulił. Zaczął kołysać Harrego, jak ojciec małe dziecko. 
- Harry?- usłyszał. Harry otworzył oczy.
- Remus?- zaczął kaszleć. Lupin wlał do jego ust wodę.
- Dziękuje.- wychrypiał.
- Ciii nic nie mów. Miałeś koszmarną noc. - powiedział Remus.
- Wszystko mnie boli.- powiedział chłopiec. Lupin przywołał potrzebne eliksiry i podał wycieńczonemu. Harry wypił. Ból ustawał.
- Remus przyniosłem Ci śniadanie.- krzyknął Łapa wchodząc do pokoju.- Na wielkiego Merlina! Harry wstałeś!- Krzyknął Syriusz i podbiegł do łóżka.- Jak się czujesz?- spytał zatroskany.
- Chyba dobrze.- powiedział.- Muszę iść do łazienki.- oznajmił
- Pomogę Ci. - Syriusz wyciągnął rękę, żeby mu pomóc. Harry usiadł na łóżku. Spuścił nogi i wstał. Zachwiał się. Lunatyk złapał chłopca od tyłu. Syriusz i Remus trzymali z dwóch stron Złotego Chłopca i doprowadzili do drzwi łazienki.
- Dalej dam sobie radę- powiedział Gryfon. Łapa i Lunatyk ostrożnie puścili go.
- Harry jakbyś potrzebował pomocy natychmiast zawołaj.- powiedział  Remus.
Po chwili chłopak wyszedł z łazienki. Syriusz pomógł dojść mu do łóżka. Gryfon położył się. Łapa patrzył na niego zatroskany.
- Remusie zostanę z Harrym. Możesz zejść na śniadanie.- Lunatyk uśmiechnął się i zostawił Harrego i Blacka samych.
- Jesteś głodny?- spytał Black.
- Nie za bardzo.
- Lepiej Ci coś przyniosę.
- Nie trzeba zjem potem.- Chłopak gapił się na ścianę. Black i Potter trwali w długim milczeniu.
- Remus! Nie!- usłyszeli przeraźliwy krzyk Eileen. Suriusz wstał jak oparzony. Harry patrzył na niego z przerażeniem.
- Idź zostanę tu.- szepnął Harry. Huncwot zbiegł na dół. Zastał tam zapłakaną Eileen.
- Co się dzieje?!- spytał.
- Śmiercożercy porwali Remusa! Zakon pobiegł za nimi! Porwali Remusa!!!!- krzyczała Ellis.
- Uspokój się! Zbierz Ginny, Rona, Dracona i Susan. Idźcie do pokoju Harrego. Załóżcie pelerynę niewidkę i ani pary z ust! Rozumiesz?- powiedział Suriusz. Eileen kiwnęła głową i poszła po przyjaciół. Syriusz wybiegł z domu. Zobaczył Severusa, Tonks, Molly i Artura. Walczyli ze śmierciożercami. Remusa trzymał Greyback. Lunatyk był nieprzytomny. Syriusz wyciągnął różdżkę i zaczął walczyć.
- Avada Kedavra!-usłyszał. Zielone iskry leciały w jego stronę. Łapa stał jak sparaliżowany.
- Nieee!- Pod mordercze zaklęcie podłożył się... Artur Weasly. Padł martwy na ziemię. Po chwili śmierciożercy zniknęli porywając Remusa Lupina.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty szósty: Koszmarna noc
Była już pierwsza w nocy. Wszyscy poszli do pokoi spać. Susan i Harry spali razem. Eileen spała z Severusem ( tylko w jednym pokoju w osobnych łóżkach) Lupin z Tonks i Syriuszem, Draco z Ginny, a Ron z rodzicami. Gdy tylko Harry położył się na łóżku obok Susan pocałował ją i zaraz po tym  zasnął.
- Proszę nie Harry! Tylko nie Harry!
- Odsuń się tylko jego chcę!- Voldemort wycelował różdżką w Lily.
- Avada kedavra!- Kobieta padła martwa na ziemię.
...
- Harry zabij go! Całował się z Twoją dziewczyną. Musisz to zrobić.
....
Ssssssss...czuję krew zabiję Cię.
... 
- Ginny obódź się proszę!
- Nie obudzi się.
- Harry obudź się! To tylko sen!- Susan całowała chłopaka, żeby się obudził.
- Nieeee! Ja chcę umrzeć! Zabij mnie!- Harry krzyczał przez sen.
- Co Ty mówisz?! Otwórz oczy i patrz na mnie!- Susan zaczęła płakać. Postanowiła, że pobiegnie po pomoc. Weszła do dy sypialni Remusa, Syriusza i Tonks.
- Harry! Ma koszmar!- krzyknęła. Syriusz wstał jak oparzony i pobiegł go Harrego. Lupin podbiegł do Susan zalanej łzami.
- Wszystko będzie dobrze.- pocałował ją w czoło i pobiegł do Syriusza. Susan zajęła się Tonks.
- Połóż się skarbie. Już ciii...
.... W pokoju Harrego.
Syriusz wpadł do pokoju, ale to co ujrzał sprawiło, że o mało nie zemdlał, tylko szybki refleks Remusa, który stał za nim uchronił Łapę przed upadkiem. Harry wił się na podłodze i krzyczał. Wokół niego było mnóstwo krwi.
- Co teraz, co teraz, co teraz, co teraz?!!!!- Suriusz wpadł w panikę.
- Idź po Seveusa!- powiedział Lupin, jednak Syriusz nie ruszył się. Strach Go sparaliżował.
- Rusz się Black!-  Dobitny krzyk wilkołaka sprawił, że Łapa pobiegł do pokoju Severusa. Wilkołak znalazł się chłopcu trzech krokach.
- Harry dziecko!- Lupin
- Chcę umrzeć zabij mnie! Błagam.- Twarz wilkołaka była zatroskana.
- Harry, co Ty mówisz?! Otwórz oczy!- Włosy chłopca były we krwi, zresztą sam leżał w kałuży ciemnej krwi.
Do pokoju wpadł nietoperz. Podbiegł do chłopaka i wlał dwa eliksiry do sinych i brudnych od krwi ust. Potter zaczął się uspokajać. Otworzył oczy.
- Przepraszam.- wychrypiał i zemdlał.
- I co?!- spytał Syriusz.
- Obudzi się nad ranem. Dałem mu eliksir bezsennego snu i eliksir na uspokojenie. Trzeba mu opatrzyć rany.- Powiedział mistrz eliksirów.
- Dziękuję Ci Severusie. Zajmę się nim. Susan może spać w moim łóżku. Ja będę spał tutaj.- oznajmił Lunatyk. Łapa wyszedł nadal dygocząc.
- Susan uspokój się proszę!- Tonks przytulała zapłakaną Puchonkę.
- Kocham Go ciociu.
- Wiem.- Do sypialni wszedł Syriusz. Położył się na łóżku.
- Susan musisz spać tutaj. Remus zajmuje się Harrym.-powiedział Łapa.
- Wiedziałam jest z nim źle!- powiedziała Susan i rozpłakał się na dobre. Po godzinie płacz uspał dziewczynę. Tonks trzymała ją w ramionach.
Rozdział dwudziesty piąty: Nowa dziewczyna Dracona i Boże Narodzenie
- Draco obudź się!- Syriusz trzymał chusteczkę przy nosie Dracona. Miał  silny krwotok.- Ale żeś mu przywalił Harry.- Syriusz pokręcił głową.- Draco słyszysz mnie? Otwórz oczy.- Jednak blondyn był nadal nieprzytomny.- Oh Harry, Harry z Ciebie lepszy bokser niż czarodziej.
- Przepraszam. Całował się z moją dziewczyną! Skąd miałem wiedzieć, że mu pozwoliła?!- obruszył się Potter.
- Dobrze już. Rozumiem.- Syriusz nadal cucił Ślizgona.
- I co?- Spytał Remus.
- Nic z tego.
- On już jest nieprzytomny 2 godziny. Może zawieźmy go do Munga?
- Wątpię, żeby tam go wybudzili Remusie. Poczekajmy jeszcze pół godziny.
- W porządku. Ktoś musi przy nim być.
- Ja mogę z nim zostać. - Snape wszedł do salonu.- Spróbuje coś zrobić.
- Dziękuje Severusie. Syriuszu, Harry chodźmy do kuchni. Musimy zrobić świąteczną kolację.
- A Ron i Ginny też przyjdą?- Spytał Gryfon.
- Tak. Będą ok. 21:00. Mam nadzieje, że do tego czasu Draco się obudzi.- Powiedział Syriusz i razem z Susan, Harrym, Eileen i Lunatykiem zaczęli przygotowywać potrawy.
- Malfoy otwórz oczy.- Severus klepał Dracona po policzku.
- Gi..nn...y.- Wychrypiał Malfoy.
- Otwórz oczy i spójrz na mnie.- Draco otworzył oczy.
- Ginny?- Spytał.
- Poznajesz mnie?-Severus był zaniepokojony.
- Nie .. nie wiem kim jesteś.- Draco miał zaniki pamięci.
- A wiesz kim Ty jesteś?- Snape podejmował próby przywrócenia pamięci.
- Draco. Co się stało? Kim jesteś?! Porwałeś mnie!!! Ratunku!!!- Darco zaczął się wiercić, co spowodowało ponowny krwotok z nosa.
- Nic Ci nie grozi. Połóż się.- Severus siłował się z uczniem. Już druga taka sytuacja.
- Co się tu dzieje?!- Do jadalni wpadł Lupin.
- Ma zaniki pamięci. Myśli, że został porwany.- mówiąc to czarnowłosy powstrzymywał Dracona od wstania. Lupin podszedł, aby pomóc Snapeowi.
- Draco pamiętasz mnie?- spytał Lupin.
- Mama?- Draco uspokoił się i wpadł Remusowi w objęcia. Lupin spojrzał na chłopca. Był widocznie zaniepokojony.
- Odzyska pamięć?- Spytał
- Nie mam pojęcia. Potter dosyć porządnie go uderzył.
- Draco jestem profesor Lupin. Uczę Cię O.P.C.M. w Hogwarcie.- Draco popatrzył na Lupina po czym odepchnął go.
- Oczywiście, że wiem kim pan jest i widzę, że profesor Snape też jest. Co się stało?
- Nie ważne. Trzymaj.- Lunatyk podał chusteczkę chłopakowi. Ten przyłożył ją do nosa.
- Gdzie jesteśmy?
- U Syriusza.
- Szybko. Kiedy kolacja?
- Za godzinę.- oznajmił Lupin i poszedł do kuchni. Snape podszedł do okna i patrzył na padający śnieg.
....
Weaslyowie przybyli na kolację. Wszyscy usiedli przy stole.
- A po kolacji prezenty i życzenia!- Oznajmiła Molly. Draco przez całą kolację patrzył się na Ginny. Nic nie zjadł.
- Draco powinieneś coś zjeść.- Powiedział Syriusz.
- Co? ...A tak.- Draco nalał sobie zupy.
Kiedy kolacja się skończyła pani Weasly zaczęła rozdawać prezenty. Profesor Snape dostał nowe fiolki. Remus nową pelerynę, Harry miotłę od....Lupina, Eileen odsraszacz złych snów od Syriusza, Susan samo piszące pióro od Harrego, Draco książkę o Slytherinie od Molly, Molly mugolski zegar od męża, Artur gumową kaczkę, Ginny sowę od taty, Ron książkę jak pozbyć się pająków od Lupina, Tonks mugolkską gumę do żucia od Remusa. Wszyscy byli zadowoleni. Artur puścił muzykę. Susan tańczyła z Harrym, Molly z Arturem, Tonks z Lipinem. Nagle do Ginny podszedł Draco i poprosił do tańca. Patrzyli sobie w oczy. Przez Ginny przepłynął ciepły prąd. Zakochała się.
Eileen siedziała przy stole. Myślała o Snapie. Jeszcze nic nie mówiła Harremu.
- Mogę Cię prosić do tańca?- Eileen odwróciła się do Severusa. Podała mu rękę. Wyszli na parkiet. Snape patrzył na dziewczynę. Wydawało mu się, że tańczy ... z Lily. Oczy dziewczynki lśniły tak samo jak oczy Lily.
- Niech pan o niej nie myśli.- Ellis odgadła jego myśli. Severus zażenował się. Chciał odejść, ale zatrzymał Go dotyk ciepłych dłoni. Eileen przytuliła się do niego. Po policzkach nauczyciela spłynęły szczere łzy wzruszenia...
Eileen i Severus

Rozdział dwudziesty czwarty: Nie planowana miłość i Dworzec King's Cross
- Wybacz mi.- Remus patrzył na nogę Eileen.
- Nie szkodzi. To nie Twoja wina. Ale czemu nie powiedziałeś mi kim jestem?
- Długa historia. Voldemort nie wiedział o twoim istnieniu, a baliśmy się o Ciebie, że Cię wykorzysta jak się dowie, że jesteś siostrą Harrego.
- Rozumiem.
- Spakowana już?
- Nie jeszcze nie.
- Spakuję Ci potrzebne rzeczy.
- Dziękuje.
- Przed wyjazdem idziemy z Harrym do Hogsmade. Kupię Ci żaby i fasolki. Zostaniesz z profesorem Snapem, Susan i Draconem. Jak wrócę jedziemy do Syriusza na święta. Będę za 2 godziny. - uśmiechnął się wilkołak i wyszedł.
Po chwili do pokoju wparował Malfoy i Smitch.
- Jak się czujesz?- Spytał Draco.
- Już dobrze.
- A Ty Susan jak się czujesz?
- Dobrze. Nic się nie stało.- Uśmiechnęła się Sus. Nagle poczuła, że Draco trzyma ją za rękę.
- Co robisz?- Spytała Susan.
- Ni..- Draco puścił Puchonkę. Pobladł. Patrzył w okno.
- Draco, wszystko gra?- Smitch spytała.
- Tak. - Powiedział ze złością Malfoy. Wstał gwałtownie i wyszedł.
- On się chyba no wiesz?...- Eileen zaczęła.
- Chyba tak. Lubię Go, ale kocham Harrego.- Westchnęła Sus.
Dwie godziny później Harry. Eileen, Susan, Draco, Tonks, Lupin i Snape jechali pociągiem do Kwatery Głównej. Draco całą drogę patrzył na Smitch i Pottera. Tak bardzo chciał przytulić Susan, ale pragnął też szczęścia dla niej. Kiedy dojechali na dworzec Draco podszedł do Susan i porosił o rozmowę. Chciał powiedzieć, co do niej czuje.
- Draco. Ja Cię lubię, ale kocham Harrego.- Malfoy poczuł, że serce mu się kurczy.
- Susan... wiedz, że zależy mi na ...Twoim szczęściu. Bądź szczęśliwa z...Potterem.- Odwrócił się. Do oczu napłynęły mu łzy. Nagle Susan chwyciła go za ramię. Ten się odwrócił.
- Pocałuj mnie.- Powiedziała.
- Że co?
- To co słyszałeś.- Malfoy zbliżył się do niej. Był tak blisko. Jego usta dotknęły słodkich ust Susan. Ich pocałunek był niezmiernie przyjemny.
- Malfoy, co to ma znaczyć?! To moja dziewczyna!- Draco odwrócił się. Potter przyłożył mu z pięści. Ślizgon upadł na ziemię. Z nosa płynęła mu krew.
- Harry poczekaj. Ja Ci wszystko wytłumaczę.- Susan powiedziała to, co zaszło. Harry spojrzał na nią z ukosa. Wiedział, że Susan tylko Go kocha. Pocałował ją.
- Draco nic Ci nie jest?- Nad nim pochyliła się Ginny. Draconowi wydało się, że zobaczył anioła. Stracił przytomność.
Draco Malfoy i Susan Smitch 
Rozdział dwudziesty trzeci: Tajemnica odkryta.
- Eileen kochanie obudź się proszę.- Dziewczyna miała nadal zamknięte oczy. Nic nie słyszała. Trwała w ciemności. Była całkiem sama. Pomyślała o Remusie. Chciała go zobaczyć. Pragnęła rzucić się mu w ramiona. Kochała Go całym swoim sercem. Był jej pocieszycielem i ratunkiem, gdy działo się źle. Gdzie się podział? Czy Ona kiedykolwiek jeszcze zobaczy Remusa? Ogarnął ją wielki żal i smutek. Usłyszała, że ktoś woła Ją z oddali. Głos był niewyraźny i należał do mężczyzny. Chciała otworzyć oczy, ale nie miała siły. Poczuła delikatny dotyk dłoni na swoim czole. Pomyślała, że jak nie może otworzyć oczu to przynajmniej postara się coś powiedzieć.
- Gdzie...co..się...jestem.- Powiedziała cicho. Słowa jej się myliły.
- Leżysz w łóżku.
- Co... się.- Nie dokończyła. Zaczęła kaszleć. Ktoś nalał jej do ust wody.
- Zemdlałaś. Jesteś bardzo osłabiona.- Powiedział nieznajomy. Dziewczyna znała ten głos, ale nie wiedziała do kogo należy. Powoli zaczęła otwierać oczy. Zobaczyła zamgloną postać. Po chwili mgła wokół ciemnej postaci zniknęła i Eileen zobaczyła nauczyciela eliksirów. Patrzyła mu w oczy. Profesor dotknął jej czoła.
- Masz wysoką gorączkę.- powiedział i przyłożył do czoła dziewczyny zimny okład.- Twój organizm nie reaguje na eliksiry. Muszę użyć mugolskich metod, żeby przywrócić Cię do stanu używalności.- Snape patrzył na uczennicę z ... niepokojem.
- To był pan?- spytała dziewczynka. Severus spojrzał na nią zdziwiony. Nie wiedział o, co chodzi.
- Kim jest Lily?- profesor pobladł.
-  Skąd wiesz o?..
- Lily to kobieta, którą pan kochał prawda? Widziałam wszystko. Nie wiem jak to się stało, ale na dzisiejszej lekcji poczułam, że wchodzę do czyiś myśli. To był pan. Płakał pan. Potem przestał pan o tym myśleć, a ja poleciałam do czarnej przestrzeni.-Teraz Snape wstał i zaczął krążyć po pokoju.
- Skąd wiesz, że to byłem ja?
- Z tamtej nocy, kiedy po raz pierwszy obudziłam się w pana pokoju. Widziałam mężczyznę, który wziął do ręki nóż i się pociął. Nie widziałam dokładnie twarzy tego mężczyzny, ale potem zobaczyłam bandaż na pana nadgarstku i już wiedziałam, kogo zobaczyłam.- Severus stanął na środku pokoju.
- Tak to byłem ja. Widziałaś moje wspomnienia i potrafisz przejmować moje....- zawahał się.
- Co potrafię?
- Czy to takie ważne?-spytał lekko zdenerwowany.
- Nie wiem. W tym pokoju w kołysce był Harry. Był pan tamtej nocy, kiedy rodzice Harrego zostali zabici. Lily. To kobieta, którą pan kochał i nadal pan ją kocha.- Do oczu Severusa napłynęły łzy.
- Tak kocham ją nadal.- powiedział
- A kim ja jestem? W moim pierwszym widzeniu mówi pan Lily o córce i synu. Harry nie wiedział, że ma siostrę. Jak nazywa się córka Lily Potter?- spytała. Severus Snape popatrzył na Eileen oczami pełnymi łez. Podszedł do niej. Nachylił się nad nią i szepnął do ucha.
- Eileen Lily Potter.- Po jego policzkach popłynęły łzy wzruszenia. Eileen usiadła na łóżku. Była cała rozdygotana.
- Czemu Remus mi nie powiedział?! Dlaczego dowiedziałam się dopiero teraz?! Oszukał mnie!- krzyczała. Wstała z łóżka mimo wysokiej temperatury. Snape chwycił jej rękę.
- Połóż się. Masz gorączkę. - Severus próbował trzymać wyrywającą się Ślizgonkę.
- Ja muszę iść do Remusa! Puszczaj!- krzyczała.
- Nie możesz nigdzie wychodzić. Musisz odpocząć.- Sev nie wiedział co zrobić. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczył. W pewnym momencie Eileen ugryzła nauczyciela w dłoń. Ten poluźnił uścisk. Korzystając z okazji Ellis wybiegła z pokoju profesora. Biegła do gabinetu ojca chrzestnego, jednak Go tam nie zastała. Snape pobiegł za uciekającą Ślizgonką. Wpadł do gabinetu Lupina.
- Musisz wrócić.- mówił.- zrobisz sobie krzywdę.
- Nie podchodź!- Eileen chwyciła różdżkę Remusa i celowała w Snape'a.
- Expeliarmus!-krzyknęła. Sev wleciał na ścianę. Stracił przytomność. Dziewczyna usiadła na kanapę i zaczęła płakać. Miała żal do Remusa. Chciała uciec. Wyszła poza błonie Hogwartu i szła w kierunku Zakazanego Lasu.
... Snape obudził się. Rozejrzał się po pokoju. Dziewczyny nie było. ,,Cholera! Co robić?! Potter!"
Sev pobiegł do dormitorium. Jako nauczyciel szkoły znał wszystkie hasła do dormitoriów. Wszedł do pokoju wspólnego. Zastał tam Ginny Weasly, która patrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Gdzie jest Potter?!- Spytał
- Na górze. Drugi pokój po lewej.- odpowiedziała Ginny nadal nie dowierzjąc, że Snape wszedł do dormitorium Gryffindoru. Sev pobiegł na górę. Wszedł do pokoju Harrego. Było tam ciemno i chłopcy już spali. Snape dojrzał śpiącego Pottera. Podszedł do niego i obudził.
- Potter! Mapa!- krzyknął. Harry spojrzał na niego zaspany i zdziwiony.
- Profesorze nic nie zrobiłem. - tylko to mu wpadło do głowy.
- Nie w tym rzecz! Musisz dać mi mapę! Twoja siostra uciekła!
- Moja?....
- Nie mam czasu daj mapę!- Gryfon dał Snapowi mapę Huncwotów.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego!- powiedział nauczyciel i mapa otworzyła się. Snape zauważył na mapie Eileen. Podążała w kierunku Zakazanego Lasu!
- Potter! Idź do Dumbledore'a i powiedz, żeby zwołał członków Z.F. i aurorów! Natychmiast!- Harry wstał i pobiegł do dyrektora. Snape popędził w stronę lasu. Wziął mapę.
... Eileen weszła w głąb ciemnego lasu. Usiadła na starym pniu i płakała. Bolała ją głowa. Nagle usłyszała wycie...wilka? Wystraszona wstała. Wycie było coraz bliżej niej. W pewnym momencie zobaczyła przed sobą wysoką postać.
- Kim jesteś?- spytała wystraszona. Postać zamiast jej odpowiedzieć zawyła. Dziewczynka cofnęła się. Potknęła się o kamień i upadła.  Postać przybliżyła się do leżącej i Ellis ujrzała...wilkołaka. Zaczęła krzyczeć. Wilkołak ugryzł ją w nogę.
- Drętwota!-bestia padła na ziemię sparaliżowana. Snape podbiegł do Ślizgonki. Ta płakała z bólu. Severus zawinął ranę w bandaż.
- Boli!- krzyczała. Nauczyciel wyjął z kieszeni mapę. Zobaczył na niej Blacka, który był niedaleko nich. Snape wystrzelił z różdżki fioletowe płomienie. Po niedługiej chwili przybył do nich Black pod postacią psa. Zamienił się, gdy zobaczył, że Lupin leży nieprzytomny.
- Co się stało?- Spytał wystraszony.
- Nie ma czasu. Musisz zabrać ją do szkoły. Masz klucz do klasy eliksirów. Znajdź eliksir tojadowy i podaj. Jeśli tego nie zażyje stanie się wilkołakiem. Muszę zająć się Lupinem. Oberwał zaklęciem. - Łapa wziął Eileen w ramiona i pobiegł do zamku.
- Boli!-krzyczała dziewczyna.
- Zaraz przestanie.- mówił Syriusz. Wszedł do szkoły.
- Co się stało Syriuszu? Gdzie Severus?- Spytał Albus.
- W lesie z Remusem. Oberwał drętwotą. Remus ugryzł Eileen. Muszę dać jej eliksir!- oznajmił Łapa i pobiegł do klasy Snape'a. Tam znalazł odpowiedni wywar i podał dziewczynie. Wypiła.
- Dziękuje panu.- Powiedziała.
- Jestem Syriusz Black.
- Harry opowiadał mi o Tobie.
- Rozumiem.
- Byłeś przyjacielem moich rodziców, Lily i Jamesa.
- Skąd to wiesz? Nie powinnaś się o tym dowiedzieć!- Syriusz był śmiertelnie przerażony.
-  Za późno. Dlatego uciekłam. Długa historia. Ten wilkołak to... Remus prawda?
- Niestety. Ale nie mam pojęcia czemu Cię ugryzł skoro zażył eliksir. Pewnie Snape coś schrzanił!
- Snape?
- On warzy ten eliksir. Nie zadziałał.
- To nie musi być jego wina. Ale dlaczego Snape został z nim w lesie?
- Bo widzisz, zaklęcia nie są dobre na wilkołaki. Mogą sprawić, że wilkołak...może....umrzeć.- Syriusz spuścił wzrok.
- Umrzeć?!! Nie chcę, żeby Remus umarł! To moja wina.- Eileen płakała. Łapa przytulił ją.
-Nie umrze.- powiedział

Rozdział dwudziesty drugi: Niefortunne przypadki.
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Lekcje były luźniejsze. Wszyscy myśleli o nadchodzących świętach, z wyjątkiem profesora Snape'a. Była ostatnia lekcja eliksirów przed świętami. Gryfoni mieli lekcje razem z Puchonami, Ślizgonami i Krukonami. Zajęcia były łączone ze względu na małą liczbę uczniów, którzy wyjechali już na święta. Harry siedział z Susan. Malfoy patrzył na nich spode łba. Był zakochany w swojej dalekiej kuzynce, ale nie chciał dać po sobie tego poznać. Susan Smitch chodziła do Hufelpuffu, a przecież on jako Ślizgon zadawał się tylko ze Ślizgonami. Snape wkroczył do klasy i jak zwykle bez przywitania się z uczniami powiedział, co będzie odbywać się na lekcji. Uczniowie mieli uwarzyć eliksir wzmacniający. Susan i Harry zabrali się do pracy. Eileen i Draco jak zwykle dobrze współpracowali.
W końcu nietoperz zaczął oglądać mikstury. Podszedł do kociołka Pottera i Smitch.
- Potter, co to jest?- Spytał podnosząc brew do góry.
- Eliksir wzmacniający profesorze.- Odpowiedział Potter przełykając głośno ślinę. Sus popatrzyła na Severusa z przerażeniem.
- Czyżby panie Potter?- Powiedział ironicznie Sev.- A powiedz mi jaką barwę powinien mieć?
- Truskawkową.- Harry był zdenerwowany.
- To dlaczego twój eliksir przyjął barwę fioletową?- Drwił dalej mistrz eliksirów.
- Nie wiem proszę pana.
- Ach nie wiesz. To może sprawdzimy działanie wywaru, co Ty na to Potter?- Ślizgoni zawyli ze śmiechu, prócz Eileen, która położyła się na ławkę, gdyż miała straszne zawroty głowy.
- Może pan to wypić jak chce!- Potter był czerwony ze złości. Severus zmrużył czarne oczy. Wziął łyżkę, nabrał eliksir i wlał Susan do ust. Dziewczyna połknęła niezwykle gorzki płyn. Zaczęło ją mdlić.
- Co pan zrobił?! To jest nielegalne!- Krzyknął Harry i objął dziewczynę.
- Zobaczymy jak działa to, co uwarzyłeś Potter.- Malfoy w jednej chwili wstał z ławki. Wyglądał na wściekłego. Pobladł z gniewu.
- Panie Malfoy proszę zająć miejsce.- Powiedział Sev patrząc bacznie na Susan, której zrobiło się słabo. Zakręciło jej się w głowie i spadłaby z pewnością, gdyby nie... blond włosy Ślizgon. Złapał ją w powietrzu. Dziewczyna oparła głowę o jego ramię.
- Malfoy mówiłem Ci chyba, że masz siadać na miejsce.- Powiedział Severus przyglądając się Draconowi, który trzymał Smitch na rękach. Przypomniał sobie tamtą noc.
- Lily! Nie!- mężczyzna trzymał w objęciach martwą kobietę. Płakał, jak małe dziecko, które zostało porzucone przez rodziców. Za nim stała kołyska, w której siedział roczny chłopiec z... krwawą błyskawicą na czole.
Wspomnienie przerwał mu głos Granger.
- Profesorze! Eileen!- Severus podbiegł do leżącej Ślizgonki. Była nieprzytomna.
- Potter, Malfoy zanieście pannę Smitch do szpitala! Granger, Parkinson zajmiecie się klasą. Lekcje odwołane!- Oznajmił nauczyciel podnosząc nieprzytomną z ziemi. Wyszedł z klasy.
- Co tak stoisz Potter pomóż mi! Musimy ją zanieść do szpitala!- Harry ocknął się. Pomógł Draconowi zanieść na wpół przytomną Puchonkę do Skrzydła Szpitalnego. W drodze Sus straciła całkowicie przytomność. Obudziła się na łóżku w szpitalu. Nad nią stał...kuzyn.
- Co się...stało?- Spytała zachrypniętym głosem.
- No Snape wlał Ci ten eliksir, który warzyłaś z Potterem.
- A gdzie Harry?
- Lupin go potrzebował.- Smitch zaczęło mdlić. Po chwili zaczęła wymiotować. Zażenowana sytuacją odwróciła się od Malfoy'a. Draco jednak usiadł koło niej.
- Snape powiedział, że będziesz do końca dnia wymiotować i tracić przytomność, ale po za tym nic więcej Ci nie grozi.
- Snape tu był?- Spytała.
- Tak. Nie ma Pomfrey i On się Tobą zajął. Przyjdzie tu za 2 godziny. Ma Ellis na głowie.
- Co Ona zrobiła?
- Straciła przytomność i nie może się obudzić.
- A czemu ze mną jesteś?- Spytała Puchonka odwracając głowę do Dracona.
- Snape mi kazał.- Skłamał Ślizgon. Po dwóch minutach milczenia Susan ponownie zemdlała. Gdy się obudziła zobaczyła Harrego, Lupina i Tonks.
- Cześć kochanie!- Tonks przywitała swoją podopieczną.
- Co wy tu robicie?- Spytała.
- Chciałem Cię zaprosić na Święta do Syriusza. Tonks i Remus też jadą.
- Dziękuje!- krzyknęła Sus.- ktoś jeszcze będzie?
- Jeszcze Eileen, Malfoy i Moody no i Snape.- Harry przyjął hm...przykry wyraz twarzy?
- Draco też będzie?- Zdziwiła się Smitch.
- Tak, bo widzisz to jest nieco skomplikowane.- Zaczął Remus.- W proroku codziennym napisali, że złapali kilki śmierciożerców w tym Lucjusza Malfoy'a. Wsadzili go do Azkabanu. Draco dowiedział się pół godziny  temu i boi się. Nie chce wracać do domu na święta. Boi się matki i swojej ciotki Lastrange. Obawia się, że zaproponują mu miejsce w szeregach Voldemorta.  Dlatego zaproponowałem mu, że zapewnimy mu bezpieczeństwo. Syriusz dla Dracona to daleki wujek zresztą Syriusz też jest z Tobą spokrewniony. Zajmie Malfoyiem.
Sus kiwnęła głową, że wszystko rozumie. Za trzy dni miała jechać na Święta. Nareszcie pozna swoją bardzo daleką rodzinę. Ale martwiło ją jedno. Tata kuzyna został złapany. Do szpitala wszedł czarny nauczyciel. Podszedł do leżącej blond włosej. Zbadał tętno.
- Jak chcesz to możesz już iść.- Powiedział. Dziewczyna wstała i razem ze swoim chłopakiem opuściła szpital.
- Sevrusie, co z Eileen?- Spytał Lupin. Snape wpatrywał się w Lupina.
- Jest nieprzytomna.- Oświadczył.
- Kiedy się obudzi?- Do rozmowy wtrąciła się Nimfadora.
- Nie mam pojęcia. Podałem jej eliksiry, ale organizm na nie nie reaguje.
- Severusie prosiłem Cię....- Zaczął Lupin.
- Nie chcę Cię słuchać!
- To jest moja córka chrzestna. Kocham ją. Nie pozwolę, żebyś ją niepokoił swoimi wspomnieniami!
- Chyba zapominasz psie, że gdyby nie Ja nie zobaczyłbyś jej! Mam Ci przypomnieć, co się stało tamtej nocy?! Kto znalazł dziecko i uchronił od...ciebie?!- Lupin spuścił wzrok.
- Dora zostaw nas samych. Zaraz do Ciebie przyjdę. -Tonks wyszła.
- Chyba nie powiesz mi, że nie pamiętasz?!- Snape drążył dalej.
- A wiesz właśnie, że nie pamiętam, co się stało tamtej nocy! Wyobraź sobie, że była pełnia  i zmieniłem się w ....
- Wilkołaka.- Dokończył Snape- To powiedz mi, dlaczego dziewczynka jeszcze nic nie wie o Twojej przypadłości? Jeszcze chwila, a byłaby takim samym monstrum co Ty!- Snape o mało co nie popluł się ze złości.
- Wiem, dlatego dziękuję, że się nią zaopiekowałeś.- Powiedział Remus łagodniejąc na twarzy.- A jeśli jesteśmy przy wilkołakach, to masz eliksir tojadowy?- Snape dał Lunatykowi fiolkę z płynem. Ten wypił.
- Pójdę już za pół godziny pełnia i dziękuje. - Lupin wyszedł zostawiając mistrza eliksirów.
Huncwot szedł w kierunku bijącej wierzby. Gdy był we wrzeszczącej chacie usiadł na stare łóżko. Przypomniał, co stało się tu 2 lata temu. Odnalazł swojego przyjaciela. Po niedługiej chwili Remus zmienił się w wilkołaka. Nie było już przy nim czarnego psa, szczura i jelenia...
Remus Lupin - wilkołak

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty drugi: Niecny plan Rona i Hermiony.
Minęły cztery miesiące od czasu, gdy Eileen trafiła do Hogwartu. Zaprzyjaźniła się z Harrym, jednak nie odkryli wielkiej tajemnicy, którą skrywał Zakon. Zresztą nie mieli za dużo czasu. Widywali się jedynie na posiłkach i meczach Quidittcha, ale na meczach grali przeciwko sobie. Dwa razy wygrali Ślizgoni, a trzy Gryfoni. W ciągu tych czterech miesięcy Harry nie miewał żadnych koszmarów za to Eileen doznawała koszmarów dotyczących profesora eliksirów. Nikomu o tym nie mówiła, jednak codziennie była wykończona. Nie miała na nic siły. Często zdarzało jej się zasypiać na lekcjach i zarabiała szlabany, ale u Snape'a nigdy, jednak na eliksirach spała najczęściej.
- Hej Eileen!- Susan podeszła do przyjaciółki. Zapoznały się miesiąc po rozpoczęciu roku.- Mamy dziś razem! Teraz mamy eliksiry!- Powiedziała Susan
- To świetnie!- Powiedziała zachrypnięta Ślizgonka. Draco Malfoy patrzył na Susan. Jego oczy w pewnej chwili zrobiły się szklane. Poczuł się tak, jakby przez jego ciało przepływał ciepły prąd.
- Draco wszystko gra?- Spytała Susan. Malfoy nic nie odpowiedział. Patrzył się na Puchonkę jakby była kolejnym cudem świata.
- Draco?- Żadnej reakcji.
- Eileen może pójdziemy z nim do Pomfrey?
- Zgoda.- Zgodziła się Eileen i razem z Susan poszli w kierunku szpitala podtrzymując z obu stron omdlewającego Ślizgona.
- A temu co się stało?- Spytał Ron przy stole Gryfonów.
- Na mnie to chyba zrobiło mu się słabo. - Zauważyła Hermiona- I co z tą Eileen? Wiesz coś już?- Spytała
- Nie nic nowego, wiem tylko tyle co 4 miesiące temu. Chciałbym się dowiedzieć, ale nie mam pomysłu jak.
- A może porwij Snapeowi wspomnienia i zanieś do myślodsiewni!- Krzyknął Ron.
- Ta jasne. A jak to niby zrobię?-Spytał bliznowaty.
- Podobno Eileen jest dobra z eliksirów, możecie uwarzyć eliksir słodkiego snu i dać mu do wypicia.- Stwierdziła Granger.
- To w sumie nie głupie wiesz. Pogadam z nią.- Harry chciał jeszcze na chwilę udać się do sypialni. Zostawił tam książki do transmutacji. Na korytarzu wpadł na Susan Smitch.
- Cześć! Susan masz dziś czas?- Spytał Potter. Od miesiąca Susan i Harry chodzili ze sobą. Układało im się bardzo dobrze.
- Niestety dziś nie dam rady, może jutro umówmy się nad jeziorem ok. 12:00? Pasuje Ci?
- Tak no to cześć!- Powiedział Potter i pocałował swoją dziewczynę w policzek. Sus uśmiechnęła się.
Susan Smitch i Harry Potter


Rozdział dwudziesty pierwszy: Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie'' 
Eileen leżała w szpitalu. Niebawem miała wyjść. W szpitalu odwiedzał ją Remus i Harry.
- Cześć Harry!
- Hej! Co tam u Ciebie słychać? Lepiej już się czujesz?
- Tak dzięki, ale chcę Ci powiedzieć, co może mieć dla nas znaczenie.
- Już wiesz, co nas może łączyć?- Zapytał Gryfon.
- Może nie koniecznie o nas chodzi, ale o koszmary. Słyszałam, że miewasz straszne sny i no wiesz w sobotę prawie 2 tygodnie temu ja też miałam koszmar. I przez to tu wylądowałam.
- Ale co Ci się śniło?
- Myślę, że Snape ale pewności nie mam.
- Ale co Snape robił w Twoim śnie?- Harry był ciekawy wszystkiego.
- Mówię. Nie mam 100 procentowej pewności, ale jest znak, że to mógł być ON.- Eileen powiedziała wszystko Harremu.- Ja też miałam pocięte ręce i On też.
- Powiedziałaś, że Snape płakał i wspominał kobietę, która nazywała się Lily tak? Moja mama nazywała się Lily! - Potter był oszołomiony.
- Ten mężczyzna, czyli chyba Snape mówił, że chroni syna i córkę Lily!
- Ja jestem synem Jamesa i Lily! Ale nigdy nie miałem siostry! Cholera o co tu chodzi?!- Gorączkował się Harry.
- Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale na drugie imię mam Lily.
- Po kim masz drugie?- spytał.
- Remus mówił, że po babci.-odrzekła dziewczynka.
- A którego się urodziłaś?
- 31 listopada 1980.
- To wtedy kiedy ja! - Krzyknął Harry.- Słuchaj ja mam drugie po tacie. Nazywał się James, moja mama miała na imię Lily, Ty masz na drugie Lily! Urodziliśmy się tego samego dnia!
- Tak Harry posłuchaj może to tylko przypadek. Wiesz ile dzieci rodzi się dziennie. Po za tym musielibyśmy być rodzeństwem w sensie bliźniakami.
- Tak, ale Twój sen! O Snapie i Lily! Słuchaj oni chodzili razem do szkoły, zresztą Remus przyjaźnił się z moimi rodzicami i wychował Ciebie. Eileen ja jestem synem chrzestnym Syriusza Blacka, on też był i nadal jest kumplem Lupina.
- Sądzisz, że jesteśmy rodzeństwem?- Zapytał Eileen.
- Tak.
- To po co wychowywaliśmy się z dala od siebie? Po za tym 15 lat nie miałam pojęcia o Hogwarcie, po co trafiałabym tu teraz?
- Pamiętasz jak Ci mówiłem o podsłuchanej rozmowie Zakonu Feniksa, o Tobie? Mówili, że zacznę węszyć. Ale pojęcia nie mam po co trafiłaś tu tak późno, akurat wtedy, kiedy Voldemort się odrodził.
- Słuchaj to czego się domyślamy, może być prawdziwe, ale trzeba się upewnić. Masz jakiś pomysł?- Spytała.
- Coś wymyślę. Kiedy wychodzisz?
- Jutro.
- Dobra coś razem wymyślimy.- Harry wstał i wyszedł ze szpitala machając do być może siostry?...
Rozdział dwudziesty:  Nieznane opowieści
- Albusie Ona nie może przebywać w Skrzydle Szpitalnym.
- Dlaczego tak uważasz Severusie?
- Rzuciłem na moją sypialnię zaklęcie odstraszające wszelkie sny. Dziewczynce nie wystarczą eliksiry bezsennego snu. Obawiam się, że mogą jej się śnić koszmary.
- Naprawdę wierzysz, że Eileen miała koszmar?- Spytał ironicznie Dumbledore.
- Co masz na myśli?
- Wiesz o, co mi chodzi. To nie był koszmar. To było wspomnienie prawda Severusie?
Snape patrzył na Albusa swoimi czarnymi oczami. Zupełnie nie wiedział, co powiedzieć.
- Nawet jeśli to, co?- Spytał po chwili.
- Przenieś dziewczynkę do Skrzydła Szpitalnego.- Oznajmił dyrektor. Snape odwrócił się i wyszedł z gabinetu Albusa bez słowa.
Wszedł do sypialni jednak Ellis tam nie było. ,,Cholera! Gdzie Ona poszła!'' - wściekał się Sev. Wybiegł z gabinetu na poszukiwanie uczennicy. Szukał jej wszędzie. Na błoniach, w dormitorium, Wielkiej Sali.  Spojrzał na zegarek. Była 16:00. ,,Lupin skończył lekcje!''. Poszedł szybkim krokiem w kierunku gabinetu nauczyciela O.P.C.M. Wszedł nie pukając.
- Lupin! Twoja chrześniaczka gdzieś zniknęła!- Zaczął wrzeszczeć mistrz eliksirów.
- Witaj. Eileen przyszła do mnie. Siedzi w mojej sypialni.- Sev zmrużył oczy.
- Wydaje mi się Lupin, że ona należy do mojego Domu!
- Oczywiście i cieszę się, że się o nią troszczysz. Ale zrozum jestem jej... opiekunem od 14 lat, a Ty dopiero niecałe dwa tygodnie.- Severus pobladł ze złości( tak było to możliwe:) ) - Może u mnie zostać?- Spytał Lunatyk.
- Dyrektor kazał przenieść pannę Ellis do szpitala. Zajmij się tym. Ja przyniosę jej rzeczy.- Snape był zły na Lupina i na tą małą. Szedł korytarzem zatracając się we wspomnieniach...
... W gabinecie Lupina
- Remusie nie wiem co się wtedy stało. To był koszmar! Widziałam jakiegoś mężczyznę, który płakał. Mówił do kobiety, nazywała się Lily. Tęsknił za nią bardzo. Z tego co zrozumiałam to ta kobieta umarła. ktoś ją zabił. I ten mężczyzna wziął nóż do ręki i ...- Dziewczyna wybuchła płaczem. Remus przytulił dziewczynkę.
- Cii. Już dobrze.- uspakajał Remus.
- Ale ja też mam cięcia na rękach, ale nic nie zrobiłam.- Łkała Eileen. Lupin spojrzał na nią z zaniepokojeniem.  Podwinął jej rękaw. Faktycznie nadgarstek był owinięty  bandażem.
- Coś Ci się jeszcze śniło?- Zapytał Lunatyk.
- Już nic. Profesor Snape rzucił na pokój zaklęcie odpędzające sny, ale Remusie ja wiedziałam, że profesor Snape też ma bandaż w tym samym miejscu, co ja.- Teraz Lupin zbladł. Wiedział, co to może oznaczać. Trzymał Eileen w ramionach. W końcu zasnęła. Lunatyk usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę!- Do gabinetu wszedł mistrz eliksirów trzymając rzeczy należące do Ślizgonki. Lupin położył córkę chrzestną na czerwonej kanapie. Potem podszedł do Severusa szybkim krokiem. Chwycił go za lewą rękę, tak że Snape upuścił rzeczy.
- Co to ma znaczyć Lupin?!- Snape zaczął się wyrywać, jednak uścisk wilkołaka był zbyt silny.
- Coś Ty sobie zrobił?!- Remus podciągnął rękaw Severusa i odwinął bandaż. Na ręce zobaczył  krwawe cięcia. Puścił Snape'a. Remus miał oczy pełne przerażenia, natomiast Snape jak zwykle zachował pokerową twarz.
- Czemu to zrobiłeś? Nie musiałeś...Mogłeś poprosić mnie o pomoc.- Zaczął Lupin.
- Musiałem Lupin. Wiesz jaki to ból kogoś stracić?! To nie bolało wcale!- pokazał na szramy.- I nikt nie może mi pomóc!- Warknął.
- To wytłumacz, czemu tamtej nocy Eileen dostrzegła Twoje myśli i wspomnienia i czemu ma te same rany, co Ty?
- Nie mam pojęcia Psie!- Snape przestał nad sobą panować. Remus spuścił wzrok.
- Wiesz, że dzieciak nie może się dowiedzieć, więc proszę nie rób tego więcej.- Powiedział ze smutkiem Lunatyk. Sev wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Był w swoim pokoju w lochach. Wziął butelkę whisky i zaczął pić. Chciał się upić, nie chciał pamiętać, chciał zapomnieć o wszystkim.
... Rano obudził się na podłodze w łazience. Miał okropne mdłości. Obok niego leżała pusta flaszka. Severus zwymiotował. Potem przeczołgał się do zielonej sypialni. Położył się. Zasnął.
,,Ból fizyczny nie boli tak jak ból psychiczny"- Severus Tobiasz Snape

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział dziewiętnasty: Opowieść i tajemnica.
Snape kroczył korytarzem szedł do swojego gabinetu. Chciał się dowiedzieć co się wydarzyło tamtej nocy w sobotą. Wszedł do sypialni. Eileen jeszcze spała, znaczy że eliksir jeszcze działał. Za 10 minut powinna się obudzić. Faktycznie niebawem dziewczyna zaczęła się wybudzać. Otworzyła oczy. Snape siedział na łóżku i patrzył na nią.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Chyba już lepiej.- Snape dotknął czoła Ślizgonki. Miała lekką gorączkę.
- Boli Cię głowa?- spytał.
- Trochę.
- Poczekaj przyniosę Ci eliksir przeciwbólowy.- Snape wszedł do swojej pracowni i wziął fiolkę z różowym płynem. Wrócił i podał Eileen. Ta wypiła. Po chwili ból przeszedł.
- Chciałbym się dowiedzieć, co Ci się śniło tamtej nocy.
- Miałam tylko jakiś koszmar.
- To nie był zwykły koszmar. Miałaś pocięte ręce.
- Tak miałam, ale nie wiem skąd to się wzięło.- Skłamała Eileen. Te rany sprawił sobie mężczyzna z jej snu.
- Dobrze, więc co Ci się śniło.
- Ni...
- Tylko nie mów, że ,,nic". Przecież widziałem Cię! Byłaś ledwo żywa, a Ty mówisz, że nic się nie stało?!- Snape zaczynał się wściekać.
- Ale...
- Nie ma żadnego ,,ALE'' panno Ellis. Powiedz, a będę wiedział jak temu zapobiec.- Dziewczyna postanowiła powiedzieć profesorowi o swoim śnie. Sev po wysłuchaniu wstał o patrzył  okno.
- Nie pójdziesz na zajęcia do końca tego tygodnia.
- Czemu? Aż tak ze mną źle?
- Masz objaw po Cruciatusie.
- Po czym?
- To zaklęcie niewybaczalne. Użycie go jest surowo zabronione.- Dziewczyna westchnęła. Snape odwrócił się przodem do niej. Dziewczyna spostrzegła, że nauczyciel trzyma się za lewy nadgarstek, a oprócz tego był obwiązany bandażem. Eileen spojrzała na swój nadgrastek. ,,To niemożliwe!''-pomyślała.

Rozdział osiemnasty: Aurorzy
W poniedziałek przy śniadaniu Dumbledore ogłosił ważną rzecz.
- Dzień dobry wam wszystkim. Mam do ogłoszenia parę informacji. Pierwsza: Do Hogwartu przybyli aurorzy, aby zając się waszym bezpieczeństwem. A o to i oni.- Na środek wyszedł Moody, którego wszyscy znali, obok niego stała młoda kobieta z włosami koloru gumy do żucia.- Aurora Moodiego pewnie znacie. A to jest Nimfadora Tonks. Oboje będą mieszkać w Hogwarcie. Druga informacja: Stanowisko nauczyciela transmutacji obejmie profesor Alastor Moody, ja niestety mam do załatwienia sprawy Hogwartu.- W sali dało się słyszeć szepty. Harry słyszał o Tonks od Susan, w końcu Susan była jej siostrzenicą. Potter dostrzegł, że Remus wita się z Tonks. Było widać na pierwszy rzut oka, że czują do siebie miętę.
- Cześć Harry!- Susan podeszła do stołu Gryfonów.
- O cześć! Może usiądziesz?- Zaproponował Gryfon czerwieniąc się na twarzy. Puchonka usiadła obok niego.
- Ciocia będzie mieszkać w Hogwarcie.- Zaczęła mówić Susan.
- To fajnie.
- Z kim macie dziś zajęcia?
- Ze Slytherinem, niestety.
- Nie są podobno tacy tragiczni. Znasz Dracona Malfoy'a?
- Jasne, że znam.- Potter przypadkiem potrącił puchar i wylał sok dyniowy.
- To mój kuzyn.
- Co?!
- Jestem z rodziny czystej krwi i spokrewniona z Malfoyami, ale to w sumie daleka rodzina. Mój tata jest kuzynem Lucjusza Malfoy'a.
- Nie ... wiedziałem.- Obruszył się Gryfon.
- Nie szkodzi. Co teraz macie?
- Teraz eliksiry. Od czasu, kiedy McGonagall nie ma plany są totalnie pomieszane! Tydzień temu w poniedziałek mieliśmy historię magii, a dziś eliksiry!- Ron zakrztusił się sokiem, a Hermiona poklepała go po plecach.
- My mamy transmutacje z Alastorem.- Odparła Puchonka.- To ja już idę. Cześć zobaczymy się na obiedzie!- Susan pobiegła do swoich.
- Dobra my też spadamy. Mamy ze Snapem. - Gryfoni zeszli do lochów. Harry zaczął szukać wśród Ślizgonów Eileen, ale nigdzie jej nie było, zresztą nie tylko jej. Brakowała Dracona i Pansy. Nauczyciel eliksirów wszedł do klasy, a za nim podążyli uczniowie.
- Uwarzycie eliksir spokoju. Wskazówki są w podręczniku. Składniki tam, gdzie zawsze. Niestety będę nieobecny na lekcji. Granger i Weasly jesteście odpowiedzialni za wszystko co się tu dzieje.- Severus wyszedł z klasy. Gryfoni zaczęli robić eliksiry zaś Ślizgoni korzystali z okazji, że nauczyciela nie ma i dokuczali Gryfonom. Ron i Hermiona nie mogli nad nimi zapanować. To była porażka.
Rozdział siedemnasty: Kochaj mnie.
Eileen obudziła się w nieswoim łóżku i nie swoim dormitorium. Pokój był ciemny i niewielki. Zaczęła się rozglądać. Zauważyła skórzany fotel na którym siedział mężczyzna ubrany w czarne szaty. Łokcie trzymał na kolanach, dłońmi przykrywał swoją twarz. Mężczyzna spał. Dziewczyna zaczęła przypominać sobie co się stało. Miała koszmar, ale jakim cudem wylądowała w innym pokoju? Nagle zaczęło ją mdlić. Wstała więc, żeby poszukać łazienki, ale kiedy tylko postawiła nogi na podłodze zakręciło jej się w głowie i upadła na ziemię. Poczuła, że ktoś trzyma ją pod ramiona i podnosi. Spojrzała na tego kogoś i ujrzała opiekuna Domu Węża.
- Wszystko w porządku?- Spytał. Dziewczyna nic nie odpowiedział, gdyż walczyła z ogromną falą mdłości. Snape zorientował się o, co chodzi, bo w porę wyczarował miskę, do której Eileen zwymiotowała... samą krwią, niestety.
- Przepraszam.- Wyjąkała. Profesor popatrzył na nią i podniósł. Położył z powrotem do łóżka.
- Wypij. To eliksir bezsennego snu.- Wręczył Ślizgonce fiolkę z fioletową zawartością. Wypiła. Po chwili zasnęła grobowym snem.
.... W tym samym czasie w dormitorium Gryfonów
- Hej Harry, jak się spało?- Spytał Ron.
- Hmmm.... nie spałem.- Odparł Harry.
- Co? Czemu?
- Myślałem o .... o kimś.
- No o kim?
- Pamiętasz Susan Smitch? Mieliśmy z nią zajęcia.
- Ta pamiętam.
- W sumie fajna jest i....
- Podoba Ci się?- Zapytał coraz ciekawszy Ronald.
- Nie zaprzeczam. Ładna jest. Ma ładne włosy i radosną buźkę.- Harry patrzył w sufit. Wyglądał jakby połknął przed chwilą amortencje.
- Zakochał się!- Rudzielec zaczął się śmiać.
- No i co z tego.
- Ha nie zaprzeczasz. Wiesz może zacznie z Tobą chodzić.
- No nie wiem czy Ona tez tak myśli o mnie jak ja o niej.
- Żartujesz? Każda by z Tobą  chciała chodzić, jesteś wybrańcem.
- Ha ha! Wiem zacznę z nią rozmawiać i umawiać. Coś może wyjdzie. Chciałbym.
Susan Smitch
Rozdział szesnasty: Nieprzespana noc.
Eileen wróciła do dormitorium. Poszła do sypialni.
- Gdzie Ty się podziewałaś? Snape Cię szukał. Wpadł w niezłą furię jak się dowiedział, że jesteś z Potterem.- Powiedziała Pansy Parkinson.
- Skąd wiedział, że jestem z Harrym?- Spytała Eileen.
- Malfoy mu powiedział. Przechodził koło jeziora i widział, że rozmawiacie.
- Aha.- Westchnęła Ellis.
- Skrzat przyniósł Ci kolację.- Pansy odwróciła się i poszła do pokoju wspólnego. Eileen usiadła na łóżku i spoglądała przez okno. Nie była głodna. Myślała o tym, co usłyszała nad jeziorem. Wydawało jej się to nieprawdopodobne. Co miałoby łączyć ją i chłopca z blizną? Chyba tylko to, że chodzą do magicznej szkoły.
... Zmorzył ją sen. Położyła się na zieloną poduszkę. Zasnęła w szatach szkolnych.
Lily dlaczego mnie opuściłaś? Wiedziałaś, że Cię kocham całym moim sercem. Zrobiłem wiele błędów i teraz nawet nie mogę ich naprawić. Chronię Twego syna i Twoją córkę. Jest taka podobna do Ciebie. Lily! Kocham Cię!
Po policzkach mężczyzny spłynęły łzy. Nagle mężczyzna wziął do ręki ostry nóż i przyłożył do nadgarstka. Krew spływała wąskimi stróżkami. Łzy nieznanego zmieszały się z krwią.
- Nie rób tego! Błagam! Przestań! To boli! Proszę przestań!- Ellis zaczęła krzyczeć przez sen.
- Hej Ellis obudź się słyszysz?!- Dziewczyna jednak się nie obudziła. Za to krzyczała przez sen.
- Draco coś jej jest. Zobacz Ona płacze.- Pansy była wystraszona.
- Ellis otwórz oczy!- Draco potrząsał Eileen.
- Co się tu dzieje?- Do pokoju dziewcząt wszedł zaspany Flint.
- Nie wiem. Ellis ma jakieś drgawki i krzyczy.- Powiedział Malfoy.
- Co ona ma na nadgarstkach?- Spytał Flint z zaniepokojeniem.
Dopiero teraz Parkinson i Draco zauważyli świeże cięte rany na nadgarstkach dziewczyny.
- Co to jest?! Coś sobie zrobiła!- Pansy zaczęła panikować.
- Parkinson zamknij się, bo obudzisz całe dormitorium!- Malfoy był bliski paniki.
- Dobra trzeba coś zrobić! Draco jesteś prefektem, idź do Snape'a i mu powiedz! Z nią jest coraz gorzej!- rozkazała Pansy.
- Tak wiesz, która jest godzina? Druga w nocy. Nie możemy wychodzić o tej porze z dormitorium. - Oznajmił Flint.
- Pierdolić regulamin! Dobra idę po Snape'a!- Draco wybiegł z dormitorium.
Eileen rzucała się na łóżku i płakała.
... -Błagam nie zabijaj jej!
    - Jest dużo kobiet na świecie, znajdziesz jakąś lepszą.
    - Panie! Błagam Cię.
    - Zejdź mi z drogi chłopcze! Crucio!- Mężczyzna zaczął zwijać się z bólu .
- Błagam! Zostaw.... błagam!- Eileen nie miała siły krzyczeć. Wydawała z siebie zduszone okrzyki.
- Panno Ellis?- Snape potrząsnął lekko uczennicą.- Parkinson, co się z Nią działo?
- Profesorze Ona spała i nagle zaczęła krzyczeć i płakała przez sen i ... ma pocięte ręce.
Snape od razu zauważył czarne plamy na rękawach uczennicy. Oderwał kawałek swojej czarnej szaty i obwiązał krwawiące rany.
- Malfoy i Parkinson, udajcie się teraz do pani Pomfrey i poproście eliksir uspakajający. Powiedzcie, że ja wam kazałem. Przynieście eliksir do mojego gabinetu.
Draco i Pansy wyszli bez słowa. Severus wziął dziewczynę na ręce i udał się do swojego gabinetu. Tam położył ją na kozetce. Dziewczyna nieco się uspokoiła, ale nadal błagała by ktoś przestał.  Sev zbadał jej puls. Tętno było bardzo słabe. Ktoś zapukał do drzwi. Severus podszedł i otworzył. Stała tam Malfoy. Podał mu eliksir.
- W poniedziałek Ty i Parkinson i Flint jesteście zwolnieni z zajęć.- Powiedział Snape i zamknął drzwi. Podszedł do Ślizgonki. Wlał jej eliksir do sinych ust. Dziewczyna uspokoiła się i przestała krzyczeć. Severus wziął Eileen na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Przykrył ją czarną kołdrą i usiadł na skórzany fotel. Czuwał przy niej cała noc. Patrzył na Jej zamknięte oczy i czekał aż się otworzą, aby mógł znowu zobaczyć w nich dawną miłość.
Severus Snape i Eileen Lily Ellis

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział piętnasty: ,,Połowa za nami"
- Słuchaj Eileen chciałem prosić Cię o rozmowę.- Zaczął niepewnie Harry.
- Tak wiem. Mów. Zamieniam się w słuch.- Gryfon i Ślizgonka usiedli na brzegu jeziora.
- Wiem, że może być Ci trudno to wszystko ogarnąć, ale podobno mamy ze sobą coś wspólnego.
- Nie do końca rozumiem.- Twarz Ślizgonki zrobiła się poważna i zamyślona.
- Może zacznę od Remusa. Twój ojciec chrzestny należy do  tajnej organizacji walczącej przeciwko Voldemortowi.
-  Przeciwko komu?- Dziewczyna była kompletnie o niczym nie poinformowana.
- To taki czarnoksiężnik, który chce mnie dopaść.
- A po co akurat Ciebie?- Harry był w totalnej rozsypce. Opowiedział wszystko Eileen o sobie i Voldemorcie.
- Czyli ten czarodziej chce Cię dopaść, bo nie udało mu się Ciebie zabić wtedy, w sensie 15 lat temu.
- Dokładnie. A teraz najważniejszy punkt naszej rozmowy. Ta tajna organizacje nazywana jest Zakonem Feniksem. Remus właśnie należy do Zakonu. Nie miałabym o tym zielonego pojęcia, ale na szczęście zebrania Zakonu odbywały się w domu mojego chrzestnego ojca, Syriusza Blacka, zresztą Syriusz jest przyjacielem Twojego ojca chrzestnego. Chodzili razem do Hogwartu. I z tego co udało mi się dowiedzieć to podobno mamy coś ze sobą wspólnego.
- Ale co?
- No właśnie tego chciałem dowiedzieć się od Ciebie.- Harry zamilkł. Wpatrywał się w jezioro. Po chwili zaczął znowu mówić.
- Dumbledore był przekonany, że trafisz do Gryffindoru.
- Czemu?
- Bo Twoi rodzice tam chodzili. Dyrektor ostrzegł Snape'a i Lupina, że zacznę węszyć w Twojej sprawie. Mówił, że prędzej czy później dowiem się prawdy. Powiedz teraz coś o sobie. Może dojdziemy do wspólnych wniosków.- Dziewczyna powiedziała o sobie niewiele. Sama przecież nie znała siebie tak dobrze. Przez 15 lat trzymano ją w tajemnicy. Nagle dowiedziała się prawdy o sobie, ale teraz okazało się, że prawdy nie znała nawet w połowie. Zapadał zmrok. Na dworze zrobiło się zimno i pochmurnie. Harry i Eileen siedzieli nad jeziorem. Nie mieli zamiaru się ruszać.
- Potter!- Harry usłyszał głos, który należał do Snape'a. Chłopak wstał. To samo zrobiła Eileen.
- Potter, czy Ty wiesz, która godzina?- Spytał przez zaciśnięte zęby.
- Nie.- Odpowiedział Harry zgodnie z prawdą.
- Nie było Cię na kolacji! Cała rada pedagogiczna Cię szuka, z Ty siedzisz sobie tak spokojnie!
- Przepraszam, ale nie rozumiem, czemu pan szukał mnie. Raczej nie obchodzi pana, co robię, nie jestem ze Slytherinu!- Potter zrobił się czerwony na twarzy.
- Owszem Potter nie jesteś i całe szczęście. Dostałem polecenie od dyrektora, abym pomógł w poszukiwaniach sławnego Pottera! Profesor Lupin szuka Cię w szkole. Może udasz się tam z łaski swojej i powiesz mu, że siedziałeś nad jeziorem i miałeś gdzieś cały świat!- Snape o mało nie popluł się ze złości.
- Panno Ellis proszę udać się do dormitorium Slytherinu. Kolację przyniesie pani skrzat.- Ton z jakim Snape zwrócił się do Eileen o mało nie zwalił Gryfona z nóg. ,,Tak na niego się wydzierał, ale przecież ją też powinien ochrzanić! Eileen też siedziała nad tym jeziorem!"
- Harry wszędzie Cię szukaliśmy!- Krzyknął Remus. Zwrócił się do Eileen.
- Wszystko w porządku?- dziewczynka kiwnęła głową i poszła do swojego dormitorium.
- Harry jeszcze raz wykręcisz taki numer, dostaniesz szlaban. Już chcieliśmy zawiadomić aurorów! Jesteś w niebezpieczeństwie! Na wolności grasuje czarodziej, który pragnie Cię zabić.
- Przepraszam.- Wyjąkał Potter.
- Jesteś głodny?- Spytał Lunatyk. Bliznowaty zaprzeczył kiwając głową.
- Dobrze. Idź już spać.- Wybraniec odszedł bez słowa.
- Dziękuje Ci Severusie.- Lunatyk zwrócił się do nauczyciela eliksirów. Ten tylko wykrzywił twarz w grymasie.
Rozdział czternasty: Quidditch
W sobotę rano Eileen udała się do lochów, gdzie oczekiwał jej profesor eliksirów. Dziewczyna zapukała do hebanowych drzwi. Usłyszała krótkie ,,proszę". Weszła do klasy.
- Witam panno Ellis.- Powiedział profesor.- Jak już mówiłem w poniedziałek, dziś odbędą się testy Quidditcha. Quidditch to gra czarodziejów.- Snape objaśnił dziewczynie o, co chodzi w tej pasjonującej i niebezpiecznej grze.
- Jak już wcześniej wspomniałem Slytherin na chwilę obecną nie posiada Szukającego. Myślę, że mogłabyś objąć to stanowisko, ale musisz wziąć udział  testach. Za chwilę powinien tu być kapitan drużyny Marcus Flint.
- Profesorze dlaczego akurat mnie pan poprosił o to, abym wzięła udział w tych testach?- Spytała Ślizgonka.
- Możesz posiadać predyspozycje do latania na miotle.- Odparł Severus.
- Skąd pan profesor może wiedzieć, że akurat ja...- Dziewczyna przerwała, bo do klasy wszedł Flint.
-Dzień dobry. Możemy zaczynać.- Oznajmił kapitan i popatrzył na Eileen.- Idzie pan z nami?- Spytał.
Sev kiwnął głową i razem z uczniami udał się na boisko od Quidditcha. Gdy byli na miejscu, Snape usiadł na trybunach.  Na trybunach nie był jednak sam. Na testy przybyli Gryfoni razem ze swoim opiekunem. Lupin usiadł koło Severusa.
- Witaj Severusie! Mam nadzieje, że nie będziemy wam przeszkadzać.
- Nawet jeśli to nie mamy wyboru. Boisko do Quidditcha jest jedno. - Sev uśmiechnął się drwiąco.
Lupin rozejrzał się wkoło i zobaczył swoją córkę chrzestną. Pomachał jej, jednak ona była zbyt zajęta, by spojrzeć co się dzieje na trybunach. Flint tłumaczył jej jak wejść na miotłę. Nareszcie Ślizgonka siedziała już na miotle. Unosiła się w powietrzu. Kapitan Ślizgonów otworzył znicz. Złoty znicz zaczął latać jak opętany.
- Teraz spróbuj go złapać!- Krzyknął Marcus do Eileen. Ellis z szybkością błyskawicy goniła znicz. Była naprawdę dobra. Doskonale panowała nad miotłą! Po 10 minutach Ślizgonka złapał złotą kulkę.
- Dobrze sobie poradziłaś! Bierzemy Cię do drużyny.- Flint był zachwycony.
- Nie wiedziałem, że potrafisz tak latać!- Lupin zszedł z trybun, by pochwalić swoją wychowankę.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Mając taką Szukającą zapewne wygracie wszystkie mecze!- Nadal chwalił Remus.
- Mam taką nadzieje. Jednak zapominasz Lupin, że w drużynie macie Pottera.- Snape stanął obok Remusa.
- Tak Harry jest bardzo dobrym graczem, ale tym razem będzie musiał się natrudzić.- Lupin pogłaskał Eileen po głowie po czym znowu usiadł na miejscu kibica. Severus Snape poszedł do zamku. Po godzinie testy dobiegły końca. Harry i Eileen udali się nad jezioro. Usiedli przy brzegu i zaczęli rozmawiać.

Rozdział trzynasty: Remus Lupin.
Eileen wyszła z lochów. Na korytarzu natknęła się na Pottera.
- O cześć! Pamiętasz mnie? Poznaliśmy się wczoraj przed Wielką Salą.- Zapytał Harry.
- Cześć! Pamiętam. Co tam u Ciebie słychać?- Ślizgonka czuła się niekomfortowo. Znała tego Pottera tylko z opowieści Remusa. Był niezwykłym chłopcem, który pokonywał wszystko, co złe.
- U mnie dobrze, ale wiesz chciałbym Cię poznać. Może się spotkamy?- Harry koniecznie chciał się dowiedzieć wszystkiego o tej dziewczynie.
- W sumie to dobry pomysł. To nie wiem, kiedy Ci pasuje?
- Może w sobotę?
- W sobotę mam testy Quidditcha.
- Serio?... Znaczy ja też mam. To po testach?- Potter doznał szoku zupełnie nowa uczennica nie mająca pojęcia o magii idzie na testy Quidditcha?!
- Zgoda. No to do zobaczenia. Mam transmutacje.
- Cześć!- Harry pomachał oddalającej się Ślizgonce.
- Harry! Szukaliśmy Cię wszędzie.- Hermiona była cała czerwona na twarzy.
- Co?.. Ah tak. Rozmawiałem z.... ee...kimś.- Harry nie chciał, żeby jego przyjaciele dowiedzieli się o planach wobec nowej uczennicy Hogwartu.
- Późno już. Za pięć minut mamy lekcje.- Powiedziała Hermiona ciągnąc Rona za rękę.
- Wyluzuj Hermiono! Mamy teraz z Lupinem.- Krzyczał Ron wyrywając się z uścisku Gryfonki.
- No i co z tego! To, że jest naszym opiekunem Domu nie znaczy, że możemy się spóźniać!
- Dobra już dobra! Tylko mnie puść!. - Po chwili trójka Gryfonów siedziała w klasie O.P.C.M.
Remus Lupin postarzał się przez te dwa lata. Na oko schudł co najmniej 10 kg no i te blizny na twarzy...
...
Dzień dobiegał końca. Uczniowie i nauczyciele udali się na kolację. Harry spostrzegł, że przy stole nauczycielskim brakuje Snape'a i Lupina. Ponadto dyrektor jadł kolację dość szybko. Po chwili wstał i wyszedł. Potter powędrował za nim wzrokiem. Staruszek zniknął za brązowymi drzwiami.
,,Coś się szykuje".- pomyślał bliznowaty.
Po niedługiej chwili do Sali weszli Snape, Lupin, Moody, dyrektor i kobieta z różowymi włosami. Przysiedli się do stołu nauczycielskiego i  zaczęli rozmawiać między sobą.
Kolacja dobiegła końca. Harry, Ron i Hermiona udali się do pokoju wspólnego Gryffindoru.
- Dla mnie to dziwne. - Zaczęła niespodziewanie Hermiona.
- Co jest takie dziwne?- Spytał Ron.
- Chodzi o profesora Lupina. Dziwne jest to, że Dumbledore zatrudnił go po raz drugi.
- A co wolałabyś może takiego kogoś jak Lockchart? Ja tam się cieszę, że nas uczy.- Odparł rudzielec.
- Nie w tym rzecz. Jasne, że Lupin jest najlepszym nauczycielem O.P.C.M. jakiego miał Hogwart, ale pamiętacie, że na nauczycieli O.P.C.M. został rzucony urok. Nikt nie uczył tego przedmiotu dłużej niż rok! Zawsze coś musiało się zdarzyć, że dany nauczyciel(O.P.C.M)  po roku rezygnował i już nie wracał. To samo spotkało Lupina! Odszedł, bo sytuacja Go to tego zmusiła, a teraz Dumbledore przywraca Go na dawne stanowisko? Boję się, że Lupinowi może się coś stać. Urok został nie został rzucony przez byle kogo, został rzucony przez Voldemorta.
W pokoju wspólnym zapadła cisza, którą przerywała burza na dworze...
Remus Lupin- nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, chwilowo opiekun Gryffindoru. Ojciec chrzestny Eileen Lily Ellis(Potter). Podczas pełni zamienia się w wilkołaka. Jest członkiem Zakonu Feniksa.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Muszę ze smutkiem ogłosić, że jadę na 10 dni na działkę i nie mam możliwości korzystania z internetu, dlatego też nowe rozdziały pojawią się 24.08. Mam nadzieje, że wytrzymacie. Na dole podam wam linki do dość ciekawych blogów.
http://hpiwa.blog.onet.pl/
http://magia-przynaleznosci.blogspot.com/
Pozdro!
Eileen Lily Ellis - autorka bloga.:)
Rozdział dwunasty: Nowa uczennica Hogwartu.
Eileen była zdenerwowana. Obawiała się nowej szkoły i rówieśników. Na jej szczęście pierwszą lekcję miała z Remusem. Wiedziała, czego może się spodziewać. Remus uczył jej zaklęć 12 dni przed rokiem szkolnym, więc na lekcji nie powinna zrobić z siebie kretynki. Stała przed klasą O.P.C.M. Patrzyła na przepychających się piątoklasistów. Po chwili koło niej stanął wysoki blondyn w szacie Ślizgonów.
- Cześć jestem Draco Malfoy. Widziałem Cię wczoraj na rozpoczęciu. Jesteś tu nową piątoklasistką, która trafia do Slytherinu. Jesteś czystej krwi?
- Ja mało wiem o sobie. Dwa tygodnie przed rokiem szkolnym dowiedziałam się kim jestem.- Dziewczynka była nieco zmieszana. Nie wiedziała co powiedzieć.
- No wiesz nikt nie trafia do Domu Węża przypadkiem. Musisz być w takim razie czystej krwi, a rodzice nie powiedzieli Ci, że jesteś czarownicą?- Ciągnął Malfoy.
- Moi rodzice nie żyją. Wychował mnie ojciec chrzestny.
- Twój ojciec chrzestny. To pewnie ten wilkołak prawda?- Drwił Malfoy.
- Jaki wilkołak, o czym Ty mówisz? Żaden wilkołak! Remus Lupin! To nauczyciel O.P.C.M.
- Dobra no wiem przecież. Chcesz siedzieć razem ze mną?- Zapytał Draco.
- O tak! Chętnie.- Odparła nowo przybyła Ślizgonka. Draco uśmiechnął się.
Po chwili profesor Lupin otworzył drzwi klasy i uczniowie weszli do środka. Lekcja była dosyć ciekawa. Lupin uczył jak rzucać Impendimento, które ma za zadanie spowalniać przeciwnika. Eileen udało się spowolnić Pansy Parkinson, za co dostała 10 punktów. Kolejną lekcją były eliksiry. Ślizgonka nie obwiała się tych zajęć. W Mugolskiej szkole była najlepszą uczennicą jeśli chodzi o chemię. Eliksiry i chemia to było praktycznie jedno i to samo z tą tylko różnicą, że do eliksirów były dodawane składniki nieznane mugolom.
Ślizgoni i Krukoni zeszli do lochów.
- Nareszcie jakaś normalna lekcja.- Prychnęła Pansy.
- Czemu? Nie lubisz O.P.C.M?- Zdziwiła się Ellis.
- Nie w tym rzecz. Mamy ze Snapem! Naszym opiekunem Domu! To oczywiste, że ta lekcja jest najlepsza!
- Rozumiem. Ten profesor Snape to ten z długimi czarnymi włosami i niepokojącym spojrzeniem?- Spytała Ellis.
- Tak, właśnie ten. Nie jest zbyt przystojny, ale najlepszy!- Chwaliła Go Parkinson. Eileen uśmiechnęła się.
Nagle przez chmarą uczniów szedł Mistrz Eliksirów. W czarnej pelerynie wyglądał jak Dracula.
- Parkinson stoisz mi na drodze.- Sev wykrzywił twarz w grymasie. Pansy, która była odwrócona tyłem do nauczyciela bo rozmawiał z Eileen wystraszyła się i odsunęła się, by nauczyciel mógł dojść do drzwi pracowni eliksirów. Profesor podszedł do drzwi i otworzył. Do sali wparował tłum uczniów. Zajęli miejsca przy kociołkach. Eileen weszła razem z Draconem trzymając Go za nadgarstek.  Była całkiem zdezorientowana. Czyżby też powinna się zachowywać jak reszta rówieśników?  Zajęła miejsce razem ze Malfoyem na samym końcu sali.
- Mam nadzieje, że wszyscy posiadacie odpowiednie podręczniki. Nie będę owijał w bawełnę. Otwórzcie je na stronie 12. Macie do uwarzenia Eliksir Osłabiający. Składniki znajdziecie w szafkach. Macie 2 godziny. Na koniec sprawdzę, co żeście potworzyli.- Eileen była zdziwiona przemówieniem profesora. W normalnej szkole omawia się PSO,  atu nie było czegoś takiego. No cóż. Dziewczynka zabrała się do tworzenia mikstury. Malfoy przynosił składniki, a ona cierpliwie je mieszała. Po dwóch godzinach Snape zaczął chodzić po klasie i sprawdzać konsystencję danych mikstur.
- Chang! Co to ma być?! Barwa eliksiru miała być bezbarwna a Tobie wyszła niebieska! Minus 10 punktów dla Krukonów!- Snape prychnął i dalej krążył po klasie.
- A jak komuś z naszych odejmie punkty?- Szepnęła Ellis do Dracona.
- Co Ty żartujesz? Snape nigdy nie odejmuje punktów Ślizgonom. - Odparł rozbawiony Malfoy.
Eileen spojrzała do swojego kociołka. Mikstura była bezbarwna. ,,Uf chociaż barwa jest dobra" westchnęła  Ślizgonka.
 W końcu nauczyciel podszedł do kociołka Eileen i Dracona.
- Widzę, że eliksir pana Malfoy'a i panny Ellis przybrał właściwą barwę, ale czy działanie jest takie jak powinno być? Ktoś na ochotnika?- Spytał Snape rozglądając się po klasie. Eileen podniosła rękę. Nie wiedziała czemu to zrobiła być może z czystej ciekawości jak działa eliksir.
- Jesteś pewna-Zdziwił się Sev -kiwnęła potwierdzająco głową.
- Dobrze. Weź łyżkę i powoli wypij.- Dziewczyna zrobiła jak kazał profesor.
- Eliksir działa dość szybko. Powinniście przekonać się sami.- Ślizgonka zrobiła się blada jak ściana. Zaczęło jej się kręcić w głowie. Snape zwrócił się do niej.
 - Jak masz dość siły podejdź do mnie. Muszę Cię asekurować. Eliksir działa na każdego trochę inaczej.- Eileen podeszła do profesora, jednak nogi miała jak z waty.
- Opisz jak się czujesz.- Powiedział Snape.
- Kręęęci się mi w ... głowie i miii.. tak...bardzooo.- Dalej nie mogła mówić, nie miała siły. Zachwiała się niebezpiecznie, jednak Severus chwycił ją pod ramiona.
- Możesz jeszcze stać?- Spytał. Eileen pokręciła przecząco głową.  Sev położył ostrożnie Ślizgonkę na ziemi. Dziewczyna widziała wszystko przez mgłę. Klasa zaczęła jej wirować. Snape'a słyszała jakby przez wodę.
- Zaraz Ci przejdzie. Zażyłas niewielką dawkę. Podziała najwyżej przez 10 minut.- Snape zbadał jej tętno. Było w normie. Ślizgonka po chwili zaczęła odzyskiwać siły.  Jej twarz przybrała lekko różowy kolor. Teraz mogła już bez problemu wstać. Podniosła się trzymając zimne dłonie Snape'a.
- Całkiem dobrze. 20 punktów dla Slytherinu. Panno Ellis proszę chwilę zostać.
Uczniowie opuścili klasę. Został tylko nauczyciel eliksirów i Eileen.
- Sądzę, że posiadasz predyspozycje do tworzenia mikstur.
- Dziękuje.- Zarumieniła się Śliazgonka.
- Jesteś nowa, dlatego chciałem Cię prosić, abyś wzięła udział w testach Quidditcha. Drużyna Slytherinu na chwilę obecną nie posiada Szukającego. Testy odbędą się w sobotę. Wiem, że nie wiesz o co chodzi. Zgłoś się w sobotę do mnie, a wszystkiego się dowiesz.- Dziewczynka kiwnęła tylko głową. Potem podeszła do drzwi.
- Do widzenia.- Powiedziała i wyszła. Snape siedział przy biurku. Dziewczynka tak bardzo przypominała mu dawną miłość. ,, Przestań o tym myśleć to jest uczennica!"
Severus Snape-nauczyciel eliksirów, opiekun Slytherinu, a także mistrz oklumencji i leglimencji. Zakochany w córce Lily Evans. Tajny szpieg Dumbledore'a. Członek Z.F.

Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...