niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty drugi: Niefortunne przypadki.
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Lekcje były luźniejsze. Wszyscy myśleli o nadchodzących świętach, z wyjątkiem profesora Snape'a. Była ostatnia lekcja eliksirów przed świętami. Gryfoni mieli lekcje razem z Puchonami, Ślizgonami i Krukonami. Zajęcia były łączone ze względu na małą liczbę uczniów, którzy wyjechali już na święta. Harry siedział z Susan. Malfoy patrzył na nich spode łba. Był zakochany w swojej dalekiej kuzynce, ale nie chciał dać po sobie tego poznać. Susan Smitch chodziła do Hufelpuffu, a przecież on jako Ślizgon zadawał się tylko ze Ślizgonami. Snape wkroczył do klasy i jak zwykle bez przywitania się z uczniami powiedział, co będzie odbywać się na lekcji. Uczniowie mieli uwarzyć eliksir wzmacniający. Susan i Harry zabrali się do pracy. Eileen i Draco jak zwykle dobrze współpracowali.
W końcu nietoperz zaczął oglądać mikstury. Podszedł do kociołka Pottera i Smitch.
- Potter, co to jest?- Spytał podnosząc brew do góry.
- Eliksir wzmacniający profesorze.- Odpowiedział Potter przełykając głośno ślinę. Sus popatrzyła na Severusa z przerażeniem.
- Czyżby panie Potter?- Powiedział ironicznie Sev.- A powiedz mi jaką barwę powinien mieć?
- Truskawkową.- Harry był zdenerwowany.
- To dlaczego twój eliksir przyjął barwę fioletową?- Drwił dalej mistrz eliksirów.
- Nie wiem proszę pana.
- Ach nie wiesz. To może sprawdzimy działanie wywaru, co Ty na to Potter?- Ślizgoni zawyli ze śmiechu, prócz Eileen, która położyła się na ławkę, gdyż miała straszne zawroty głowy.
- Może pan to wypić jak chce!- Potter był czerwony ze złości. Severus zmrużył czarne oczy. Wziął łyżkę, nabrał eliksir i wlał Susan do ust. Dziewczyna połknęła niezwykle gorzki płyn. Zaczęło ją mdlić.
- Co pan zrobił?! To jest nielegalne!- Krzyknął Harry i objął dziewczynę.
- Zobaczymy jak działa to, co uwarzyłeś Potter.- Malfoy w jednej chwili wstał z ławki. Wyglądał na wściekłego. Pobladł z gniewu.
- Panie Malfoy proszę zająć miejsce.- Powiedział Sev patrząc bacznie na Susan, której zrobiło się słabo. Zakręciło jej się w głowie i spadłaby z pewnością, gdyby nie... blond włosy Ślizgon. Złapał ją w powietrzu. Dziewczyna oparła głowę o jego ramię.
- Malfoy mówiłem Ci chyba, że masz siadać na miejsce.- Powiedział Severus przyglądając się Draconowi, który trzymał Smitch na rękach. Przypomniał sobie tamtą noc.
- Lily! Nie!- mężczyzna trzymał w objęciach martwą kobietę. Płakał, jak małe dziecko, które zostało porzucone przez rodziców. Za nim stała kołyska, w której siedział roczny chłopiec z... krwawą błyskawicą na czole.
Wspomnienie przerwał mu głos Granger.
- Profesorze! Eileen!- Severus podbiegł do leżącej Ślizgonki. Była nieprzytomna.
- Potter, Malfoy zanieście pannę Smitch do szpitala! Granger, Parkinson zajmiecie się klasą. Lekcje odwołane!- Oznajmił nauczyciel podnosząc nieprzytomną z ziemi. Wyszedł z klasy.
- Co tak stoisz Potter pomóż mi! Musimy ją zanieść do szpitala!- Harry ocknął się. Pomógł Draconowi zanieść na wpół przytomną Puchonkę do Skrzydła Szpitalnego. W drodze Sus straciła całkowicie przytomność. Obudziła się na łóżku w szpitalu. Nad nią stał...kuzyn.
- Co się...stało?- Spytała zachrypniętym głosem.
- No Snape wlał Ci ten eliksir, który warzyłaś z Potterem.
- A gdzie Harry?
- Lupin go potrzebował.- Smitch zaczęło mdlić. Po chwili zaczęła wymiotować. Zażenowana sytuacją odwróciła się od Malfoy'a. Draco jednak usiadł koło niej.
- Snape powiedział, że będziesz do końca dnia wymiotować i tracić przytomność, ale po za tym nic więcej Ci nie grozi.
- Snape tu był?- Spytała.
- Tak. Nie ma Pomfrey i On się Tobą zajął. Przyjdzie tu za 2 godziny. Ma Ellis na głowie.
- Co Ona zrobiła?
- Straciła przytomność i nie może się obudzić.
- A czemu ze mną jesteś?- Spytała Puchonka odwracając głowę do Dracona.
- Snape mi kazał.- Skłamał Ślizgon. Po dwóch minutach milczenia Susan ponownie zemdlała. Gdy się obudziła zobaczyła Harrego, Lupina i Tonks.
- Cześć kochanie!- Tonks przywitała swoją podopieczną.
- Co wy tu robicie?- Spytała.
- Chciałem Cię zaprosić na Święta do Syriusza. Tonks i Remus też jadą.
- Dziękuje!- krzyknęła Sus.- ktoś jeszcze będzie?
- Jeszcze Eileen, Malfoy i Moody no i Snape.- Harry przyjął hm...przykry wyraz twarzy?
- Draco też będzie?- Zdziwiła się Smitch.
- Tak, bo widzisz to jest nieco skomplikowane.- Zaczął Remus.- W proroku codziennym napisali, że złapali kilki śmierciożerców w tym Lucjusza Malfoy'a. Wsadzili go do Azkabanu. Draco dowiedział się pół godziny  temu i boi się. Nie chce wracać do domu na święta. Boi się matki i swojej ciotki Lastrange. Obawia się, że zaproponują mu miejsce w szeregach Voldemorta.  Dlatego zaproponowałem mu, że zapewnimy mu bezpieczeństwo. Syriusz dla Dracona to daleki wujek zresztą Syriusz też jest z Tobą spokrewniony. Zajmie Malfoyiem.
Sus kiwnęła głową, że wszystko rozumie. Za trzy dni miała jechać na Święta. Nareszcie pozna swoją bardzo daleką rodzinę. Ale martwiło ją jedno. Tata kuzyna został złapany. Do szpitala wszedł czarny nauczyciel. Podszedł do leżącej blond włosej. Zbadał tętno.
- Jak chcesz to możesz już iść.- Powiedział. Dziewczyna wstała i razem ze swoim chłopakiem opuściła szpital.
- Sevrusie, co z Eileen?- Spytał Lupin. Snape wpatrywał się w Lupina.
- Jest nieprzytomna.- Oświadczył.
- Kiedy się obudzi?- Do rozmowy wtrąciła się Nimfadora.
- Nie mam pojęcia. Podałem jej eliksiry, ale organizm na nie nie reaguje.
- Severusie prosiłem Cię....- Zaczął Lupin.
- Nie chcę Cię słuchać!
- To jest moja córka chrzestna. Kocham ją. Nie pozwolę, żebyś ją niepokoił swoimi wspomnieniami!
- Chyba zapominasz psie, że gdyby nie Ja nie zobaczyłbyś jej! Mam Ci przypomnieć, co się stało tamtej nocy?! Kto znalazł dziecko i uchronił od...ciebie?!- Lupin spuścił wzrok.
- Dora zostaw nas samych. Zaraz do Ciebie przyjdę. -Tonks wyszła.
- Chyba nie powiesz mi, że nie pamiętasz?!- Snape drążył dalej.
- A wiesz właśnie, że nie pamiętam, co się stało tamtej nocy! Wyobraź sobie, że była pełnia  i zmieniłem się w ....
- Wilkołaka.- Dokończył Snape- To powiedz mi, dlaczego dziewczynka jeszcze nic nie wie o Twojej przypadłości? Jeszcze chwila, a byłaby takim samym monstrum co Ty!- Snape o mało co nie popluł się ze złości.
- Wiem, dlatego dziękuję, że się nią zaopiekowałeś.- Powiedział Remus łagodniejąc na twarzy.- A jeśli jesteśmy przy wilkołakach, to masz eliksir tojadowy?- Snape dał Lunatykowi fiolkę z płynem. Ten wypił.
- Pójdę już za pół godziny pełnia i dziękuje. - Lupin wyszedł zostawiając mistrza eliksirów.
Huncwot szedł w kierunku bijącej wierzby. Gdy był we wrzeszczącej chacie usiadł na stare łóżko. Przypomniał, co stało się tu 2 lata temu. Odnalazł swojego przyjaciela. Po niedługiej chwili Remus zmienił się w wilkołaka. Nie było już przy nim czarnego psa, szczura i jelenia...
Remus Lupin - wilkołak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...