czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział siedemnasty: Kochaj mnie.
Eileen obudziła się w nieswoim łóżku i nie swoim dormitorium. Pokój był ciemny i niewielki. Zaczęła się rozglądać. Zauważyła skórzany fotel na którym siedział mężczyzna ubrany w czarne szaty. Łokcie trzymał na kolanach, dłońmi przykrywał swoją twarz. Mężczyzna spał. Dziewczyna zaczęła przypominać sobie co się stało. Miała koszmar, ale jakim cudem wylądowała w innym pokoju? Nagle zaczęło ją mdlić. Wstała więc, żeby poszukać łazienki, ale kiedy tylko postawiła nogi na podłodze zakręciło jej się w głowie i upadła na ziemię. Poczuła, że ktoś trzyma ją pod ramiona i podnosi. Spojrzała na tego kogoś i ujrzała opiekuna Domu Węża.
- Wszystko w porządku?- Spytał. Dziewczyna nic nie odpowiedział, gdyż walczyła z ogromną falą mdłości. Snape zorientował się o, co chodzi, bo w porę wyczarował miskę, do której Eileen zwymiotowała... samą krwią, niestety.
- Przepraszam.- Wyjąkała. Profesor popatrzył na nią i podniósł. Położył z powrotem do łóżka.
- Wypij. To eliksir bezsennego snu.- Wręczył Ślizgonce fiolkę z fioletową zawartością. Wypiła. Po chwili zasnęła grobowym snem.
.... W tym samym czasie w dormitorium Gryfonów
- Hej Harry, jak się spało?- Spytał Ron.
- Hmmm.... nie spałem.- Odparł Harry.
- Co? Czemu?
- Myślałem o .... o kimś.
- No o kim?
- Pamiętasz Susan Smitch? Mieliśmy z nią zajęcia.
- Ta pamiętam.
- W sumie fajna jest i....
- Podoba Ci się?- Zapytał coraz ciekawszy Ronald.
- Nie zaprzeczam. Ładna jest. Ma ładne włosy i radosną buźkę.- Harry patrzył w sufit. Wyglądał jakby połknął przed chwilą amortencje.
- Zakochał się!- Rudzielec zaczął się śmiać.
- No i co z tego.
- Ha nie zaprzeczasz. Wiesz może zacznie z Tobą chodzić.
- No nie wiem czy Ona tez tak myśli o mnie jak ja o niej.
- Żartujesz? Każda by z Tobą  chciała chodzić, jesteś wybrańcem.
- Ha ha! Wiem zacznę z nią rozmawiać i umawiać. Coś może wyjdzie. Chciałbym.
Susan Smitch

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 48: -Idź do niej. Trzeba powiedzieć, że Snape odszedł.- nalegał Syriusz. -Wiesz przecież, że ona go tak mocno kocha. Jak ja jej t...