TOM PIERWSZY
Rozdział pierwszy: Syn chrzestny
-Harry! Harry! Obudź się słyszysz mnie? – nad Harrym stał Syriusz. Wyglądał na zaniepokojonego. Harry otworzył oczy. Były załzawione. Syriusz podał Harre’mu okulary.
- Co się stało Syriuszu?- zapytał chłopiec
- Krzyczałeś coś przez sen i rzucałeś się na łóżku. Wystraszyłem się, pomyślałem, że znowu masz jakiś koszmar i postanowiłem Cię obudzić.
Harry usiadł na łóżku. Tak Syriusz miał racje. Śniło mu się, że Voldemort zabija Rona, Hermionę i profesora Lupina.
- Harry?- zapytał troskliwie ojciec chrzestny
Chłopiec wyrwał się z zamyślenia.
- Co się stało? Mnie możesz powiedzieć Harry, przecież wiesz.
- Tak wiem, ale to nieważne - oznajmił chłopiec
- Na pewno nie chcesz o tym porozmawiać? – spytał Łapa
- Na pewno.
- Ale wiedz, że zawsze możesz mnie prosić o pomoc.- oznajmił Syriusz
- Która godzina?
- Druga w nocy.
-Przepraszam. Teraz będziesz nie wyspany tylko dlatego, że. . . –tu na chwilę przerwał, o mało co nie wygadał się na temat swojego snu
- Dlatego, ,,że co”? – spytał z obawą animag.
- Dlatego, że musisz martwic o mnie. Masz i tak za dużo na głowie i jeszcze do tego ja. – Harry wiedział, że jego ojciec chrzestny jest w wielkim niebezpieczeństwie. Ministerstwo Magii dało rozkaz dementorom, żeby znaleźli zbiega z Azkabanu. Wiedział, że jeśli złapią jego opiekuna to on zostanie sam. Nie chciałby tego, bo to by oznaczało, że musiałby wrócić do Dursley’ów , a tego bardzo nie chciał.
- Oh Harry, Harry. – westchnął Syriusz – Ty jesteś dla mnie najważniejszy rozumiesz. – Łapa pogłaskał swojego chrzestnego syna po głowie – Idź spać. Będę w pokoju obok. Rano przyjeżdżają goście.
- Goście?! – zaskoczył się chłopiec- Kto przyjdzie?
- Remus, Albus, Moody i Snape- tu Syriusz zrobił kwaśną minę
- Snape?! A po co?!
- Należy do Za. . . – animag przerwał. Nie mógł powiedzieć Harre’mu o postanowieniach Dumbedora.
- Do czego? – zdziwił się Złoty chłopiec
- Jutro się dowiesz, a teraz śpij – mężczyzna w długich brązowych włosach wyszedł z pokoju. Harry nie mógł zasnąć. Zastanawiał się, o czym Syriusz mu nie chciał powiedzieć. Po długiej chwili mityczny Morfeusz porwał Złotego Chłopca w swe ramiona.
Rozdział drugi: Sekret
Harrego obudziło pukanie do drzwi. Pukanie dochodziło z kuchni. Usiadł na łóżku i założył okulary. Spojrzał na zegarek. Była dziesiąta rano.
- Remusie, przyjacielu spodziewałem się ciebie później – usłyszał głos Syriusza. Po chwili odezwał się drugi męski głos.
- Tak miałem przyjechać o dwunastej, ale Dumbeldore nalegał bym zjawił się jak najszybciej. Ktoś oprócz mnie już jest?- spytał nauczyciel O.P.C.M
- Nie jeszcze nikogo nie ma. Jestem tylko ja i Harry. Dostałem rano sowę od Albusa, że dziś reszta. . . – tu uciszył głos tak ze Harry nie dosłyszał, co mówi. Usłyszał tylko ,,że reszta. . .przyjdzie ok. jedenastej”
- A więc dobrze. Mamy chwilę, żeby zrobić coś do jedzenia. Czy Harry już wstał? – zapytał Remus
- Nie wiem. Jak chcesz to idź i sam się przekonaj. Na górze po lewej stronie jest jego pokój – Syriusz wskazał ręką, gdzie ma iść.
Chłopiec usłyszał kroki. Szybko wstał i pościelił łóżko. Usłyszał pukanie.
- Proszę – powiedział zachęcająco
Drzwi otworzyły się i Harry zobaczył swojego nauczyciela, który uczył go O.P.C.M w trzeciej klasie. Profesor Lupin był dosyć blady i wychudzony. Włosy zaczęły mu siwieć i miał blizny na twarzy.
- Dzień dobry panie Potter. – powiedział, a Harre’mu wydawało się przez chwilę, że mówi do niego Snape.
- Dzień dobry profesorze Lupin – powiedział chłopiec uśmiechając się.
- Obudziłem Cię? – spytał
- Nie profesorze sam już się obudziłem.
- Proszę Harry, nie uczę Cie już. Nie mów do mnie ,,panie profesorze”. Mów mi proszę Remus.
- Dobrze profe. . . Remusie – zająkał się Harry
- Nie bój się. To nic strasznego. Dobrze spałeś? – spytał nauczyciel, a w jego oczach można było zauważyć zaniepokojenie. Harry nigdy tak długo nie zastanawiał się nad odpowiedzią. Zanim zdążył odpowiedzieć Remus pokręcił głową
- Rozumiem. – oznajmił – Harry. . . – chciał zacząć temat o snach chłopca, ale ugryzł się w język – pomożesz mi i Syriuszowi zrobić śniadanie? – zmienił temat
Chłopak potwierdził kiwając głową. Zszedł razem z Lunatykiem na dół.
- Witaj Harry. – przywitał go animag – już wszystko w porządku? – spytał patrząc na Harrego badawczo. ,,A niech to! Czemu pyta się o takie rzeczy akurat przy profesorze Lupinie?” pomyślał Harry.
- Tak. – oznajmił z taką miną jakby zaraz miał iść na ścięcie.
- Dobrze. Robimy śniadanie! – oświadczył Łapa.
Harry kroił chleb. Dostrzegł kątem oka, że Lupin przygląda mu się uważnie. Nienawidził takich sytuacji. Nie mógł znieść tego badawczego wzroku. Już starczyło, że Snape się tak na niego gapił na każdej lekcji eliksirów.
Rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Ja otworzę. – zaproponował Harry i podbiegł do brązowych starych drzwi.
Otworzył. W drzwiach stał Severus Snape we własnej osobie.
- Dzień dobry Potter. – powiedział bez większego entuzjazmu nauczyciel eliksirów.
- Dzień dobry. – odpowiedział cicho Wybraniec wpuszczając Severusa do środka.
- Witaj Severusie. Właśnie robimy śniadanie, zjesz z nami? – spytał, jak zwykle uprzejmie Lupin
- Dziękuje za propozycje, jednak jestem zmuszony odmówić. Zwykle nie wychodzę z domu bez śniadania. – powiedział oschle Snape.
- Przyszedłeś tutaj by obrażać mnie we własnym domu, co Snape!? – Syriusz zawsze nienawidził Severusa i kiedy się spotykali drażnili się nawzajem.
- Syriuszu, Severusie proszę nie kłóćcie się. – poprosił ich Lunatyk
Nagle usłyszeli trzask w kominku. Po chwili wyszedł z niego Alastor Moody i Albus Dumbledore.
- Witajcie. – zagrzmiał beztroski głos dyrektora Hogwatu.
-No tak, tak. Nie ma czasu na gadanie musimy omówić sprawę. – Alastor wyszedł z kominka lekko utykając.
- Może zjemy śniadanie. Harry, ja i Syriusz nic nie jedliśmy. – profesor Lupin był lekko zdziwniony takim pośpiechem Alastora.
- Ja też się przyłączę - orzekł Albus
- Dobrze tylko szybko. Witaj Potter. Wszystko u Ciebie w porządku?
- Tak profesorze Moody.
- Idź zjedz. Smacznego. – Moody oddalił się łypiąc na Harrego swoim ruchomym okiem.
- Dziękuje.
Snape stał i patrzył się. Na jego twarzy był jak zwykle dziwny grymas.
Harry, Łapa, Lunatyk, Albus, Severus i Moody usiedli przy stole.
Wszyscy jedli z wyjątkiem Mistrza Eliksirów, który pił tylko kawę.
- Bardzo dobry chleb – oznajmił dyrektor
- Dzięki Albusie. Sam piekłem. – pochwalił się Black
- Tak doceniam to. Severusie spróbuj. Naprawdę jest pyszny. – zachęcał Dumledore Snape’a
Severus mimo woli sięgnął ręką po skibkę. Posmarował ją masłem i zaczął jeść. Nastała długa chwila ciszy. Nagle młody Gryfon poczuł mdłości. Pomyślał, że to chwilowe jednak po chwili mdłości były coraz silniejsze. Nie chciał nikogo niepokoić. Chciał wstać i iść do łazienki, jednak zatrzymał go głos Wilkołaka.
- Harry dobrze się czujesz? Jesteś cały blady. – powiedział zaniepokojony.
- Nie. . . nni. . .c mi – tu przerwał. Nie mógł mówić chciało mu się wymiotować.
Lupin wstał z krzesła i podszedł do Gryfona. To samo zrobił Syriusz.
Harry nie mógł wytrzymać. Na szczęście Snape wyczarował miskę do której Harry zwymiotował całe śniadanie wymieszane z krwią.
- Chłoszczyć! – dyrektor machnął różdżką.
Harry wstał gwałtownie z krzesła, był zażenowany całą tą sytuacją. Zakręciło mu się w głowie i zatoczył się. Lupin złapał go pod ramiona.
- Przepraszam.- wykrztusił chłopak
- Spokojnie Harry nie martw się .– ojciec chrzestny był przerażony
,,Co się z nim dzieje? Dzisiaj w nocy też coś mu było nie chciał nic mówić. Powinienem z nim porozmawiać”- myślał.
- Lepiej będzie jak pan Potter pójdzie do sypialni się przespać. – zaproponował Alastor. Następnie zwrócił się do Mistrza Eliksirów – masz może przypadkiem jakiś przydatny eliksir?
- Myślę, że eliksir Słodkiego Snu załatwi sprawę – mówiąc to Snape wyciągnął z kieszeni fiolkę z błękitnym płynem i podał ją piętnastolatkowi. Ten wziął i wypił. Efekt był natychmiastowy. Harry zasnął na stojąca. Gdyby nie szybka reakcja Dumbledore’a chłopak upadłby na ziemię. Syriusz wziął na ręce Złotego Chłopca i zaniósł do sypialni.
- Nie martw się. Nic mu nie będzie – pocieszał Łapę przyjaciel – Harry to silny chłopak da sobie radę.
- Tak, ale on tyle przeszedł. My nie mieliśmy takich problemów w jego wieku, no może Ty Remusie, ale ja na pewno nie i dlatego nie bardzo wiem jak mu pomóc. – Rozmowę przerwał Auror.
- Dobra zajmiecie się tym później. Musimy porozmawiać sami wiecie o czym. Albusie mógłbyś?- Moody spojrzał na przyjaciela.
- A więc – stary profesor zaczął krążyć po jadalni - ja i Alastor postanowiliśmy wznowić Zakon Feniksa i powołać nowych członków. Kilku już powołaliśmy. – Tu spojrzał w kierunku Snape’a – Lord Voldemort odzyskał swoją dawną moc, właściwie powiedziałbym, że jest silniejszy. Może przypomnę jakie zadanie ma wykonywać Zakon Feniksa otóż Zakon, a konkretnie jego członkowie muszą starać się o to, by jak najbardziej osłabić Czrnego Pana i jego zwolenników śmierciożerców, ale doszła jedna rzecz. Chyba wszyscy wiemy jaka. Harry Potter jest niebezpieczeństwie i naszym wspólnym zadaniem jest Go chronić.
- To oczywiste – Łapa wstał – Harry to nasza jedyna nadzieja.
- Tak. – zamyślił się dyrektor – zostaje tylko przepowiednia. . .
Snape drgnął. Lupin położył mu rękę na ramieniu i cicho powiedział
- To już minęło. Nie zatracaj się w przeszłości, bo i tak jej nie zmienisz.
Snape wstał i wyszedł bez słowa.
Rozdział trzeci: Zaskoczenie
Harrego obudziły promienie słoneczne. Czuł się wyspany. Spojrzał na zegarek. Było wpół do dziesiątej. Przespał prawie dwa dni. No cóż jednak eliksir Słodkiego Snu robi swoje.
Gryfon wstał z łóżka. Ubrał się i zszedł na dół. Wszedł do kuchni. Oczekiwał, że zastanie tam swojego opiekuna jednak gdy zobaczył kto stoi w kuchni o mało się nie przewrócił.
- Witam panie Potter. Jak się spało? – Snape uśmiechał się drwiąco.
- Gdzie jest Syriusz i co pan tu robi?- Spytał zszokowany chłopak.
- Co Black? Jest zapewne z Lupinem. Wczoraj była pełnia i Twój ojciec chrzestny postanowił towarzyszyć swemu przyjacielowi. –wycedził przez zaciśnięte zęby czarny nietoperz.
,,Tak faktycznie wczoraj była pełnia. Jak mogłem zapomnieć! A no tak przecież spałem”- pomyślał Potter.
- Kiedy wróci?- spytał.
- Skąd mam wiedzieć nie chodzę za nim Potter. Ale mam nadzieje, że jak najszybciej, bo mam do załatwienia inne rzeczy. Nie mam czasu tu siedzieć i Cię niańczyć.
- Wcale pan nie musi. Sam dałbym sobie radę. Nie jestem dzieckiem!
- Pozwól, że Ci przypomnę: na wolności jest Czarny Pan i ma zwolenników. Jestem tu Potter na zlecenia dyrektora w razie jakby napadli Cię śmierciożercy, a wątpię żebyś poradził sobie z większą ich liczbą. Więc bądź mi wdzięczny. A teraz usiądź do stołu zaraz będzie śniadanie.- To mówiąc klasnął w dłonie natychmiast deportował się skrzat domowy.
- Tak proszę pana?- spytał grzecznie skrzat.
- Mroczku zrób proszę śniadanie na dwójkę osób.- Snape klasnął po raz drugi, a skrzat deportował się znowu. Po chwili pojawił się z innym skrzatem i nakryli do stołu.
-Możecie odejść. – nauczyciel pstryknął palcami i już nikogo nie było, prócz niego i Harrego.
-Smacznego Potter. – nietoperz zabierał się do jedzenia.
Chłopiec wziął jedną skibkę, zjadł ją i popił herbatą.
- Dziękuje. – Wstał od stołu i chciał odejść, ale zatrzymał go nauczyciel.
- Potter chyba nie powiesz mi, że skończyłeś? – Snape uniósł jedną brew do góry.
- Skończyłem. Nie jestem już głodny profesorze. – oznajmił uczeń.
- Zjedz coś jeszcze. – Zaczął Snape
- Nie mam ochoty profesorze, mówię prawdę. – Harry czuł napływająca złość.
- Potter nie jadłeś nic od wczoraj. Nie mam ochoty Cię niańczyć , więc miej trochę rozsądku i zjedz coś jeszcze! – Severus mówiąc to o mało, co nie popluł się ze złości.
Gryfon nie miał ochoty kłócić się z nauczycielem, więc usiadł do stołu i zaczął jeść płatki z mlekiem. Gdy skończył wstał.
- Czy teraz mogę już iść?- spytał.
Mistrz eliksirów kiwnął głową na znak, że daje mu pozwolenie na odejście.
Chłopak wyszedł z jadalni i udał się do swojego pokoju.
,,Od kiedy Snape przejmuje się moim losem!? Gdyby mógł zabiłby mnie od razu. Tak bardzo przypominam mu mojego ojca Jamesa, który drwił ze Snape’a, kiedy byli jeszcze uczniami. Fakt faktem dokuczał mu i nie jestem z tego dumny, ale przecież nie jestem swoim ojcem!”- Myślał Harry.
Wrócił Syriusz. Harry usłyszał, że kłóci się ze Snape’m, ale nie zbyt wiedział, o co chodzi. Skończyło się na tym, że nauczyciel opuścił dom Blacka. Rozległo się pukanie do drzwi piętnastolatka. Chłopiec był tak zamyślony, że nic nie usłyszał. Do pokoju wszedł Łapa.
- Jak się czujesz? – zapytał. Harry nic nie odpowiedział. Myślał o śmierci Cedrika. – Harry? Co się stało wczoraj rano? Zmartwiłem się.
- Nie masz czym Łapo.
- Harry jesteś dla mnie wszystkim rozumiesz. Poza Tobą nie mam nikogo na świecie.
- Jestem dla Ciebie tylko problemem.- powiedział Harry ze smutkiem.- Masz jeszcze swoich przyjaciół i to o nich powinieneś się martwić.
- Nawet tak nie mów. Jesteś synem mojego przyjaciela, a zarazem moim chrzestnym synem. Nie jesteś dla mnie problemem po prostu zależy mi na Tobie. Jesteś człowiekiem, który w pełni zasługuje na szczęście i miłość. Chcę Ci to dać.- Syriusz przytulił młodego Gryfona.
…
- Zabij niepotrzebnego!- Harry zobaczył Voldemorta na cmentarzu.
-Witaj Harry! Mam nadzieje, że mi wybaczysz.- z różdżki Petera wystrzeliły zielone iskry. Ugodziły Cedrika. Ten upadł na ziemię martwy.
- Nieee!- Harry krzyczał i podbiegł do martwego Puchona.
- Oj jak mi przykro.- Glizdogon podszedł do chłopca z blizną, wyciągnął nóż i przyłożył do ręki . Zaczął ciąć chłopaka. Szczurowi sprawiało to przyjemność. Harry czuł jak wypływa z niego krew. Było mu słabo. Wpadał we wstrząs.
- Harry? Co się dzieje?- Syriusz poczuł, że jego chrześniak cały się trzęsie. Harry nie odpowiedział. Łapa puścił go z uścisku i zobaczył, że chłopak jest nieprzytomny i cały dygocze. Położył Go na łóżku. Nie wiedział co robić.
- Co się z Tobą dzieje?! Jak mam Ci pomóc?!- Mężczyzna był przerażony. Po chwili spostrzegł, że jego podopieczny ma pocięte nadgarstki. Ze świeżych ran sączyła się szkarłatna krew. Syriusz zbladł. Zacisnął swoją dłonią nadgarstki piętnastolatka, aby zatamować krwawienie.
…
W tym samym czasie w domu Remusa Lupina.
- Remusie, gdzie Ty byłeś? Nie było Cie całą noc! Źle wyglądasz, co się stało?- Eileen była zaniepokojona.
- Eileen ja muszę Ci coś powiedzieć.- Remus był zakłopotany. – Chodzi o to, że…
- Że co?
- Jestem Ci winien wyjaśnienia. To jest nieco skomplikowane i możesz czasami mi nie wierzyć.- Lunatyk nie wiedział jak zacząć.
- Nie owijaj w bawełnę tylko mów.- Dziewczyna była zniecierpliwiona.
- Dobrze. Nie jestem człowiekiem za którego mnie uważałaś. Nie pracuje jako inżynier budownictwa. Jestem czarodziejem.- Zapadło długie milczenie. Rudo-blond włosa patrzyła na swojego ojca chrzestnego jak na wariata.
- Czy Ty na pewno dobrze się czujesz?- Zapytała z obawą.
- Eileen wiem, że to co mówię jest trudno sobie wyobrazić, ale świat dzieli się na dwa osobne światy. Jeden to świat, w którym Ty żyjesz. Drugi to magiczny świat- świat czarodziejów. Nie magiczni ludzie nie mają pojęcia o świecie czarodziejów. Nie wierzą w coś takiego jak czary. Jednak my, czyli czarodzieje musimy uważać na mugoli.
- Mugoli?
-To nie magiczni ludzie. Musimy być ostrożni, żeby nie używać różdżek w ich obecności.
- O takich rzeczach czyta się tylko w bajkach. Nie wierzę w to.- Oświadczyła dziewczyna. W tej chwili Remus wyciągnął swoją różdżkę spod długiego płaszcza i machnął nią. Z różdżki wystrzeliły kolorowe iskry. Eileen stała jak wryta.
- Magia istnieje naprawdę. Ty jesteś czarownicą. Masz w sobie moc.
- I ja też potrafię czarować?- Spytała z niedowierzaniem.
- Tak. Magicznych umiejętności uczy się w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Pójdziesz tam po wakacjach.
- Ale ja nic nie umiem.
- Dlatego masz mnie. Trzymaj.- Lupin podał swojej podopiecznej swoją różdżkę.- Nauczę Cię podstawowych zaklęć. Widzisz ten ołówek? Powiedz głośno i wyraźnie Wingardium Leviosa! Zakreśl różdżką koło dobrze?- Dziewczyna kiwnęła głową i zrobiła to co powiedział jej opiekun. Ołówek uniósł się w powietrzu.
- Potrafię czarować!
- Oczywiście, że tak, ale to dopiero początek. Przez resztę wakacji będę musiał nauczyć Cię o wiele więcej no i oczywiście będziesz potrzebowała własnej różdżki.
-Ale mam Twoją.
- I myślisz, że jej nie potrzebuje?- Uśmiechnął się Remus.- Poza tym różdżka sama wybiera właściciela. Jutro pójdziemy na ulicę Pokątną. Znajdują się tam sklepy, gdzie młodzi uczniowie wybierający się do Hogwartu kupują wszystkie potrzebne rzeczy.
- Powiedz mi coś więcej o tym Hogwarcie. – Poprosiła córka chrzestna. Remus Lupin opowiadał o magicznej szkole aż do wieczora. Po chwili wilkołak spostrzegł, że Eileen zasnęła na fotelu. Podszedł do niej i wziął w ramiona. Zaniósł do pokoju, położył na łóżku i przykrył kołdrą. Zszedł na dół. Zapalił w kominku. Patrzył na tańczące czerwone płomienie. Nagle w kominku pojawiła się głowa Syriusza.
- Remusie przyjdź do mnie jutro. Z Harrym jest niedobrze. – Po tych słowach zniknął.
Lunatyk nie mógł zasnąć tej nocy. Zastanawiał się co się stało z synem chrzestnym Syriusza. Łapa był zaniepokojony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz