- Eileen kochanie muszę wyjść.- powiedział Lupin przy śniadaniu.
- Cooo?! Cały czas gdzieś wychodzisz. Czy to ma jakiś związek z tą całą magią?- Spytała dziewczynka.
- Niestety tak. Istnieją pewne komplikacje w naszym świecie i my czarodzieje musimy sobie jakoś z tym radzić.
- Ale przecież jest mnóstwo czarodziejów na świecie! Dlaczego akurat Ty musisz podejmować się jakiegoś dokładnie nie wiem czego!- Eileen była lekko zdenerwowana.
- Wiem skarbie, ale...
- Nie mów do mnie ,, skarbie" nie jestem już dzieckiem Remusie.- oburzała się nowa czarownica.
- No wiesz wychowywałem Cie od niemowlaka i pamiętam Cię taką małą i wiesz jakoś nie mogę się przyzwyczaić, że dorastasz.- Uśmiechnął się Lunatyk.- Muszę już iść.
- Ale mieliśmy iść na zakupy! Na ulicę Przekątną czy jak jej tam!
- Chyba Pokątną. Pójdziemy obiecuje.
- Ale kiedy?
- Wrócę tu za 3 max 4 godzinki dobrze i wtedy pójdziemy.- Lupin pocałował swoją chrzestną córkę w czoło i wyszedł. Eileen westchnęła ciężko. Tak bardzo kochała swojego opiekuna. Był dla niej jak ojciec, ale najsmutniejsze było to, że miał dla niej mało czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz